Metoda wyklęta

metoda1.jpgDość długo zeszło mi się z napisaniem tekstu o metodzie wyklętej. Powodów jak się okazało było mnóstwo. Po wielu rozmowach z moimi kolegami po kiju doszedłem do wniosku, że ścieram się z tematem niechlubnym, tematem budzącym kontrowersje, a u niektórych osób nawet obrzydzenie. Tak naprawdę, to nawet w tej chwili nie mogę zachować obiektywności, ale postaram się dać wam możliwość zadecydowania samemu: boczny trok metoda wyklęta czy nie…

Z bocznym trokiem zapoznał mnie mój przyjaciel Darek Zając ‘Le_Frog’ demonstrując jej możliwości na jednym z naszych starorzeczy. O Jezu, co tam się wtedy działo. Byłem porażony efektywnością tej metody. Zwykła, mało ciekawa dziura w ziemi zalana sporą ilością wody okazała się wędkarskim eldorado. Prawie każdy rzut kończył się pięknym okoniem, nie maluchem, tylko wyrośniętym, walecznym okoniem. Od tamtej chwili zostałem opętany, a może spętany bocznym trokiem.

Po tej wspaniałej wędkarskiej jesieni cały następny sezon poświęciłem na boczny trok. Być może zadziałała ciekawość lub jakieś pierwotne uczucia, ale nie mogłem się oprzeć pokusie sprawdzenia tej metody na mojej ukochanej rzece. Testowałem różne wielkości twisterów, używałem małych woblerków, rzucałem zestaw w najprzeróżniejsze miejsca, nie bojąc się silnego nurtu itd. Uczyłem się po raz kolejny jak czytać wodę i jak posługiwać się nową metodą. Mogę powiedzieć tyle, że ci którzy twierdzą, że boczny trok to tylko jednostajne zwijanie żyłki do siebie są w błędzie. Według mnie metoda ta wymaga skupienia, nadania przynęcie odpowiedniego ruchu za pomocą szczytówki wędziska. Ogólnie rzecz biorąc wymaga wypracowanej techniki.
Sezon z bocznym trokiem wspominam jak wyprawę w nieznane. Moje stare miejscówki znów były rybne, a wędkarstwo pokazało przede mną nową twarz.

metoda1.jpg

W pierwszej kolejności opisze jak buduję zestaw, jakich używam wędzisk i przynęt.
Budowa bocznego troka jest bardzo prosta. Należy zrobić pętlę długości 60-70 cm, którą przecinamy w 1/3 długości. W ten sposób powstają nam dwa odcinki: krótszy i dłuższy. Do żyłki krótszej przywiązujemy obciążenie w postaci pałeczki ołowianej lub też łezki, a na drugi koniec małego twistera potocznie nazywanego paprochem. Ot i cała filozofia.

metoda2.jpg

metoda3.jpg

W miejscach zarośniętych lub też z dużą ilości zaczepów używam pałeczki ołowianej. Powód jest prosty – takie rzadziej grzęźnie w podwodnych przeszkodach. Łezki używam, gdy dno jest czyste i pozbawione wspomnianych wcześniej zaczepów.
Co do żyłki – stosuje żyłki o grubości od 0,12 do 0,16 mm. Takie żyłki pozwalają na bardziej finezyjne opadanie przynęty, bo o to w tym wszystkim chodzi.

Do żyłek tej średnicy i tak delikatnego zestawu potrzebna nam będzie odpowiednia wędka. Osobiście używam dwóch sprawdzonych modeli firmy Konger: Word Champion Tango 300 z masą wyrzutową 1-10g oraz Equs Bravo 290 3-14g. "Tango" jest wędziskiem, które zostało stworzone do łowienia okoni. Krótka rękojeść, dobre wyważenie kija i długość dają bardzo specjalistyczną wędkę do połowu metodą bocznego troka. Z kolei „Bravo” służy mi jako wędzisko, którym łowię na rzece: większa wytrzymałość i inna praca, ale czucie zestawu pozostaje bardzo dobre. Reasumując wędziska do bocznego troka powinny być delikatne, a zarazem na tyle czułe, aby przenieść najmniejsze trącenie przynęty przez okonia.

Przynęty, jakich używam to potocznie nazywane paprochy. Co do kolorów przynęt to… hmm, powiem tak: okoń jest znany ze swojej wybredności. Strzałem w dziesiątkę może okazać się czerwień z brokatem, a po kilku godzinach łowienia sukces przynosi kolor zielony. Ja osobiście posługuję się kilkoma wybranymi i ulubionymi kolorami: sławny i powszechnie stosowany motor oil i jego mutacje kolorystyczne z brokatem, fiolet, zieleń, seledyn, czasami sięgam po kolory ciemniejsze tzw. brudne kolory jak brąz czy sama czerń.

metoda4.jpg

Na łowisko zabieram zazwyczaj jedno pudełko, w którym mam kilka ciężarów o różnej wadze i kilka sprawdzonych paprochów. Zestaw lekki, poręczny i skuteczny.

metoda5.jpg

Moimi ulubionymi trokowymi łowiskami, które odwiedzam głównie jesienią są starorzecza. Najlepsze według mnie to te posiadające dobre połączenie z rzeką.

metoda6.jpg

Akweny spełniające ten warunek są pewnym łowiskiem, gdyż przed zimą na wielkie żarcie wchodzą tam duże ilości okoni. Zazwyczaj łowię stacjonarnie we wcześniej wybranych miejscach. Staram się nie zmieniać wybranego stanowiska, aby nie płoszyć pasiastych drapieżników. Czasami bywa tak, że ogarnięte szałem żerowania podpływają pod same nogi i atakują przynętę wyjmowaną z wody.

metoda7.jpg

Zestaw prowadzę następująco: wykonuje daleki rzut, czekam chwilę aż przynęta opadnie na dno. Potem zaczynam taniec, czyli ruchem nadgarstka wykonuję delikatne szarpnięcia. Powoduje to unoszenie się ciężarka i opadanie delikatnej przynęty. Sposób skuteczny na żerujące okonie. Brania są wyczuwalne na kiju lub też na samej szczytówce, więc należy przez cały czas ją obserwować.

metoda8.jpg

Drugim sposobem jest wleczenie zestawu pod dnie. Opuszczam wtedy wędzisko niżej i ruchem samej wędki bardzo powoli prowadzę zestaw. Brania są widoczne na szczytówce. Sposób ten stosuję, gdy okonie bardzo słabo żerują. Z tego, co zauważyłem sposób ten sprawdza się w bardzo zimne dni, kiedy ryby grupują się przy dnie.

metoda9.jpg

Pamiętam pewne zdarzenie, które miało miejsce na jednym ze starorzeczy niedaleko Łomży. Kiedy zajechałem na łowisko zaczął padać śnieg, temperatura była bardzo niska, a uczucie zimna potęgował wiejący silnie wiatr. Wędkarze to ludzie o dość specyficznych charakterach i z duża dozą optymizmu, więc postanowiłem w tych mało komfortowych warunkach połowić okonie. Wszystkie znaki na niebie mówiły jedno: "jedź człowieku do domu i zajmij się żoną", ale moje przeczucie tego dnia podpowiadało mi co innego. Pierwsze kilkanaście rzutów i nic, zimno i wiatr. Po chwili wyglądałem jak…bałwan i to dosłownie. Gruba warstwa śniegu przykra moją sylwetkę i w pewnej chwili na tle zaśnieżonych łąk stałem się niewidoczny, jakby mnie tam nie było. Zacząłem prowadzić zestaw powoli, gdy w równie wolnym tempie szczytówka zaczyna się głęboko uginać. Zacinam, jest, piękny okoń. Złowiłem wtedy kilkanaście sztuk, wszystkie w granicach 30 cm i powyżej. Przy takiej pogodzie był to rewelacyjny wynik, na który przełożyła się odpowiednia technika i zawziętość wędkarza.

Jest jedna ciekawa rzecz w bocznym troku – lubią go szczupaki. Wielokrotnie zdarza się tak, że mocne uderzenie, miły dla ucha dźwięk hamulca i kończy się żywot paprocha na końcu naszego delikatnego zestawu. Musze przyznać, że siadają na boczny piękne sztuki, ale tak naprawdę, wygrać walkę z zębami szczupaka jest bardzo ciężko. Czasami jednak udaje się to zrobić.

metoda10.jpg

metoda11.jpg

Podsumowując: można twierdzić, że boczny trok jest metodą morderczą, która swoją łownością przewyższa każdą inną. Można powiedzieć, że wystarczy uzbroić się w ciężarek, małą gumkę i stać się pogromcą okoni. Ja osobiście się z tym się nie zgadzam. Boczny trok to metoda bardzo ciekawa, dająca wiele satysfakcji i wędkarskiego zadowolenia.

metoda12.jpg

Za każdym razem, gdy wybieram się na swoje ukochane starorzecza uśmiech kończy mi się za uszami. Uwielbiam marznąc, stojąc po pas w wodzie i czekać na kolejny przypływ adrenaliny, na kolejnego pasiastego wojownika.

metoda13.jpg

Boczny trok to także świetna szkoła dla młodych adeptów sztuki wędkarskiej. Biorąc pod uwagę fakt, że nasze łowiska są w dużej mierze przełowione, metoda ta daje możliwość po pierwsze: złowienia ryby, a także pogłębienia wiadomości na temat ryb i łowisk.

metoda14.jpg

Niech boczny trok nie będzie metodą wyklętą, niech pozostanie alternatywą dla ciężkiego spinningu. Tak właściwie to w naszych sumieniach powinien toczyć się spór o tę metodę. Będzie ona wyklęta tylko wtedy gdy okonie będą masowo zabierane przez wędkarzy.

Koniec zawsze powinien zawierać jakieś przesłanie, przestrogę czy obietnicę. Niech ten tekst zakończy zdjęcie, które podsumuje wszystko co zostało napisane.

metoda15.jpg

Rafał Krasucki
‘Rafa’
  1. PikeHunteR,

    Ciekawy opis “zboczka” Zawsze sceptycznie odnosiłem się do tej metody. Kojarzy mi się z łowieniem “frytek” Ale jak widać siadają też większe sztuki. Może kiedyś spróbuję……..W razie co wiem do kogo walić po naukę! :D:D

  2. dariusz_d,

    Czy to jest metoda “wyklęta”,nie wiem, ale wiem że specjaliści tacy jak Rafa potrafią osiągać piękne wyniki. Próbowałem parę razy (wcześniej podglądając jak łowią specjaliści) i nie miałem powalających wyników. Trafiały się pojedyncze sztuki, jak to Olo je określił “frytki”. Ja osobiście lepsze wyniki (większe sztuki) łowiłem na małe woblerki Siudaka. Ale chyba trzeba będzie “opłacić” kurs łowienia u Rafy :D :D

  3. dariusz krystosiak,

    Ja znam jednego z tych okoni!On mieszkał w Niwkowie ;-)))

  4. Le_Frog,

    A może nadal mieszka… bo chłopaki z “Naszych Łowisk” to dobre chłopaki. :D
    PS. Na potwierdzenie słów o dobroci ostatnie zdjęcie. :D

  5. pafcio,

    P.S dodam jeszcze że przedstawiony na rysunku trok jest tzw. klasycznym - można go “podrasować” w pewien sposób (mała tajemnica) że staje się czasami zabójczy!, jeszcze bardziej skuteczny na himeryczne okonie

  6. pafcio,

    Zboczek jest skuteczny - ja w 6 godzin złowiłem 330 okoni, z czego 111 sztuk w godzinę - jez. Leśniańskie na Dolnym Śląsku

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by dodawać komentarze