Wywiad z XRods

xrods1.jpgZ przyjemnością przedstawiam wywiad, jaki przeprowadziłem z Danielem Tanona, rodbuilderem ze szczecińskiej pracowni XRods.

Na początku może opowiesz Daniel jak to się stało, że zacząłeś składać wędki?

Wędkarstwo w moim życiu obecne jest od zawsze… Może zabrzmi to dziwnie, ale pamiętam do dziś swój wędkarski „pierwszy raz" a miałem wtedy chyba 4 lata. Na ryby zabrał mnie mój wujek, wędkę - oczywiście z leszczyny - dostałem od sąsiada mojej rodziny. Pierwszą złowioną rybą był, okoń, który boleśnie zakłuł mnie w rękę, gdy go złowiłem, może właśnie dlatego tak utkwiło mi to w pamięci. Pamiętam też moją pierwsza „profesjonalną" wędkę, którą kupiła mi mama na 5 imieniny - był to prawdziwy bambus, z którego byłem bardzo dumny. A potem było już z górki - kolejne wędki, kołowrotki, pierwszy szklany spinning gdzieś w okolicy 10 roku życia… Ja miałem kij, kolega kołowrotek - chodziliśmy razem na ryby i rzucaliśmy na zmianę.  Cały ten sprzęt używany w tamtych latach miał jedną cechę, trzeba było o niego dbać i go konserwować, inaczej bambus się rozsychał, kołowrotki przestawały działać, nawet w szklanych spinningach metalowe skuwki czy druciane przelotki potrafiły rdzewieć. Jakoś tak naturalnie nauczyłem się je samemu wymieniać, robić nowe omotki, lakierować. W latach 80 nie było niestety takiej kopalni wiedzy jak Internet. Były pojedyncze artykuły w Wiadomościach Wędkarskich, czasem książki, w których można było zobaczyć jak zrobić np. omotkę. Do wszystkiego dochodziłem praktycznie sam, bez niczyjej pomocy - w mojej rodzinie praktycznie nikt nie wędkował. Później nauczyłem się napraw złamanych wędek oraz poważniejszych „przeróbek". Zobaczyłem jak wiele zmienia np. wymiana przelotek na lżejsze itp. drobiazgi. Zainteresowanie sprzętem i jego rozwojem towarzyszyło mi równolegle z rozwojem samego wędkarstwa.  Od kiedy pamiętam to najbardziej chłonąłem w gazetach i książkach wszystko, co miało z tym właśnie związek. Zawsze też starłem się mieć dobry sprzęt na ówczesne czasy i możliwości finansowe. Łowienie dobrym sprzętem sprawiało mi radość i podnosiło komfort samego wędkowania - mimo że nie gwarantowało nigdy lepszych wyników. Zawsze jednak w gotowych wędkach czułem pewien niedosyt, jeśli chodzi o wykończenie. W każdej wędce musiałem coś przerobić, udoskonalić, wymienić choćby przelotkę szczytową na lepszą czy uchwyt kołowrotka na taki, co bardziej mi leżał w ręku.

Pierwszą samodzielnie wykonaną wędkę od podstaw zrobiłem 10 lat temu. Bezpośredni powód ściągnięcia pierwszego blanku był dość prosty - łowiłem wtedy sporo na muchę w małych rzeczkach. Kiedyś spotkałem na rybach pewnego wędkarza, który łowił 7' kijem Sage LL w klasie 2. Wystarczyło, że dał mi swój kij na kilka rzutów bym zachorował. Też chciałem krótki, lekki kijek, z którym łowienie w takich warunkach nabierało innego wymiaru. Niestety kupienie takiego u nas - przy królującym zarówno w prasie jak i handlu standardzie 9' 5/6 - było praktycznie niemożliwe. Wówczas zamówiłem w Aquariusie, który był wówczas dealerem Talona, blank z serii VI+ o dł. 7' do linki 3. No i po pewnym czasie powstała moja pierwsza wędka, świetny kij do suchej na lipienie, którym łowiłem przez wiele lat. Sprzedałem go później niestety, jednak w zeszłym roku odnalazłem na jednym z portali aukcyjnych. Udało mi się go odkupić i do dziś wisi na honorowym miejscu na ścianie u mnie w pracowni. A potem już nie wyobrażałem sobie łowić „gotowcami". Były następne blanki, z trudem kupione komponenty, coraz więcej nowych doświadczeń. Bardzo dużo zawdzięczam ówczesnym rozmowom z Arturem Banachowskim, dzięki któremu zrozumiałem, że rodbuilding to może być sposób na pasję i zawód.  Potem trafiało do mnie coraz więcej kolegów, znajomych i w pewnym momencie mój dom zaczął wyglądać jak warsztat. Ktoś zaczął mnie namawiać na otwarcie pracowni. Z początku traktowałem to jako żart, później pomyślałem: dlaczego nie spróbować?. I tak w zeszłym roku we wrześniu powstała firma XRods, jedna z najmłodszych w krajowym rodbuildingu.

xrods1.jpg

Czy każdy może sam spróbować składać wędki? Jakie umiejętności trzeba posiadać by zacząć samemu? Skąd zdobyć informacje na temat rodbuildingu?

Rodbuilding to coś, co mógłbym przyrównać do zwykłego majsterkowania. Można to z powodzeniem robić samemu pod kilkoma warunkami: że mamy o tym pewne teoretyczne pojęcie, zdolności manualne, narzędzia, czas i chęci. Tak jak każdy może samemu położyć w domu panele, zmienić dach, wykonać fotel czy zbudować garaż tak samo teoretycznie każdy może zrobić sobie wędkę. Ja nie położę samemu paneli i nie zbuduję garażu, bo się na tym nie znam na tyle by zrobić to dobrze, ale pewnie gdybym miał dużo czasu to pewnie bym się i tego nauczył - gdyby mnie to fascynowało i sprawiało radość przy okazji. Dlatego wolę takie rzeczy zlecić fachowcom. Identycznie ma się sprawa z wędkami i dlatego są potrzebne pracownie takie jak moja. Jednak, jeśli ktoś ma wolny czas, interesuje się tym i sprawia mu przyjemność taka „zabawa" to budowa wędek jest świetnym hobby. Widać to szczególnie na rynku amerykańskim gdzie domowy rodbuilding jest szalenie popularny. Setki firm i sklepów oferujących komponenty i materiały, mnóstwo forów dla amatorów, wydawnictwa, poradniki i książki na ten temat. Samodzielna budowa wędki jest jak samodzielne wykonywanie przynęt, daje niesamowitą satysfakcję ze złowienia ryby na coś własnoręcznie zrobionego oraz ogranicza koszty. Zrobić może to prawie każdy, lecz trzeba uważać by zrobione było to dobrze, tak by nie wyrzucić pieniędzy w błoto. Wówczas zamiast radości z efektu końcowego będzie tylko rozczarowanie. Łatwiej jest wyrzucić źle pracującego woblera lub brzydką muchę, która nam nie wyszła niż wędkę, na którą wydaliśmy kilkaset złotych. Mimo iż moja firma utrzymuje się z budowy wędek to zawsze polecam tę czynność każdemu, kto czuje się na siłach spróbować samodzielnego montażu. Podpowiadam technicznie na ile mogę by wyszło to najlepiej, choć doświadczenia i tak nic nie zastąpi. Mam znajomych, którzy spróbowali i robią sobie kolejne egzemplarze, ale też i takich, którzy po pierwszej wędce następne zlecali mi do zrobienia. W zaciszach domowych potrafią powstawać prawdziwe perełki, arcydzieła sztuki wędkarskiej, dopieszczone i dopracowane pod każdym względem, wykonane długim nakładem pracy, na który żaden zawodowy rodbuilder nie może sobie zwyczajnie pozwolić.

Osoby, które władają językiem angielskim wiele ciekawych rzeczy mogą wyczytać na amerykańskich forach internetowych, u nas niestety nie ma czysto rodbuildingowego forum, jedynie zakładki tematyczne na kilku portalach. Po cichu przyznam się, że chciałbym, aby kiedyś powstało jakieś opracowanie książkowe na temat budowy wędek w naszym kraju, nawet w formie małego poradnika dostępnego w sklepach internetowych. W wielu krajach europejskich jak chociażby Niemcy, Francja czy Anglia takich wydawnictw jest sporo, a przecież tamtejszy rynek w tej dziedzinie jest zbliżony do naszego.

xrods2.jpg

Może podpowiesz gdzie można dostać blanki i pozostałe komponenty?

Zarówno blanki jak i komponenty można kupić prawdopodobnie w każdej z pracowni w Polsce, z których kilka jest też oficjalnymi dealerami firm produkujących blanki czy osprzęt.
Nie chciałbym odpowiadać za innych, my w każdym razie bez problemu wysyłamy do osób chcących samodzielnie wykonać wędkę wszystkie blanki jak i komponenty, którymi dysponujemy.
Już za kilka tygodni oficjalne zacznie działać nasz sklep internetowy, który będzie wyspecjalizowany i nastawiony wyłącznie na klientów chcących samodzielnie montować wędki. Będzie można kupić u nas blanki, komponenty, ale też i materiały niezbędne do budowy wędek: żywice, kleje, narzędzia i maszyny. W tej chwili sklep jest w fazie testów. Mam nadzieję, iż już wkrótce uda nam się w ten sposób wyjść naprzeciw osobom chcącym spróbować zmierzyć się z tym zajęciem na własne potrzeby.

Jest kilka pracowni w naszym kraju, i trochę ludzi, którzy składają wędki dla siebie i znajomych. Jak widzisz przyszłość rodbuildingu w Polsce?

Patrząc na rozwój ogólnego rynku wędkarskiego w naszym kraju i kierunku, w którym idzie tzw. masowa produkcja jestem dość spokojny o rozwój rodbuildingu. Jesteśmy zalewani tanim i dość marnie wykonanym sprzętem. Nawet firmy, które jeszcze kilkanaście lat temu były ikonami najwyższej jakości przenoszą produkcję do Azji Wschodniej. Różnica w jakości ich wyrobów przy zachowaniu tej samej marki na przestrzeni lat jest bardzo mocno widoczna.  Niestety duże firmy od tego nie uciekną. Masowi klienci oczekują coraz tańszego i teoretycznie lepszego sprzętu, czasem już tylko z pozorami ekskluzywności. Zwykła komercja i rachunek ekonomiczny zabija prawdziwą sztukę tworzenia wędek. Jednocześnie w naszym kraju jest coraz większa grupa społeczna o wysokich dochodach. Osoby te mogą nawet na hobby przeznaczyć spore środki i nie chcą ich marnotrawić na  wyroby z pozornie wysokiej półki - ale masowej. Dla takich osób na całym świecie istnieją firmy ręcznie robiące przedmioty o naprawdę wysokich walorach estetyczno - użytkowych, od ubrań, biżuterii poprzez meble, samochody, łodzie po sprzęt turystyczny, z wędkarskim włącznie. Można wówczas wykonać dla nich wędki z najwyższej jakości komponentów, z wieloma cechami niepowtarzalności, których nie można kupić w żadnym sklepie.
Z drugiej strony są klienci o średnich i niskich dochodach, którzy zaczynają rozumieć, że nie opłaca się wydawać ciężko odłożonych pieniędzy na rzeczy po prostu kiepskie. Lepiej dozbierać i kupić wędkę, która będzie nam służyła niezawodnie latami zamiast co roku kupować następną z której i tak do końca nie będziemy zadowoleni.

Obie te rzeczy powodują, że zainteresowanie wyrobami z pracowni wędkarskich ciągle rośnie i coraz więcej osób decyduje się na zamówienie wędki zamiast zakupu w sklepie.

xrods3.jpg

Kije zamawiane w pracowniach są dosyć drogie jak na polskie warunki, ceny zaczynają się od kilkuset złotych. Co składa się na taką kwotę i czy zwiększa się ilość droższych wędek montowanych w Twojej pracowni?

Najtańsze wędki, jakie jesteśmy w stanie wykonać zaczynają się już od ok. 450 zł. Na to ile będzie kosztowała gotowa wędka wpływa przede wszystkim cena blanku oraz cena komponentów, które zastosujemy. Staramy się mieć w naszej ofercie blanki zarówno bardzo tanie, których cena zaczyna się od ok. 100 zł, po drogie modele ze światowego topu - tak by każdy mógł dopasować coś do swojego portfela. To samo dotyczy komponentów. Oczywiście nie oferujemy najtańszych wyrobów np. Fuji-podobnych czy korka, który niczym nie różni się od tego ze sklepowej wędki za 100zł, przecież nie o to chodzi w tym co robimy. Zawsze powtarzam ze pracownie muszą być jak antidotum na „chińszczyznę" a nie ją podrabiać. Czy takie wędki są drogie?  To kwestia dość względna, za podobne kwoty często można kupić wędki w sklepach z naklejką „made in China", mimo że sygnowane znanymi markami. Najlepsze porównanie mamy z firmami które oprócz produkcji blanków oferują gotowe wędki jak chociażby St.Croix, Sage czy Winston. Okazuje się, że wędka zrobiona w naszej pracowni na tym samym blanku lecz wyższej jakości korku, uchwycie tej samej klasy, z dokładniej i ładniej położonymi omotkami, również dożywotnią gwarancją wychodzi cenowo tak samo jak wyrób fabryczny a często nawet taniej. Myślę, że to dokładnie obrazuje sytuację z pozornie wysokimi cenami wędek wykonywanych na indywidualne zamówienie.

Co do droższych modeli to ciągle mamy na nie dużo zamówień. Tak jak wspomniałem wiele osób jest zainteresowanych najlepszymi dostępnymi wędkami, bariera cenowa nie jest tu przeszkodą. Przez rok istnienia naszej firmy trudno mi powiedzieć czy ten trend będzie się utrzymywać i czy ta ilość faktycznie się zwiększa, za jakiś czas chętnie odpowiem na to pytanie. ;)

Jakie w/g Ciebie są największe zalety zamawianych wędek, w czym przewyższają firmowe gotowe kije ze sklepów, a jeśli mają wady to jakie?

Nawet jak robimy wędkę za najniższą kwotę to bazujemy na klasowych komponentach znanych firm. Każdy korek jest indywidualne u nas wytoczony - nie mamy tu ani gotowych modułów ani wzorników, spacing jest zawsze dostosowany do każdego blanku. Zdarza się, że nawet najwyższe modele topowych firm mają pewne cechy, które dyskryminują je w oczach niektórych wędkarzy. Często jest to nieodpowiednia długość dolinka, uchwyt, rodzaj przelotek. Budując wędkę mamy wpływ na każdy szczegół wykończenia, każdy drobiazg, który decyduje o tym czy wędka będzie nam dobrze leżała w ręku, czy łowiąc będziemy się na niej skupiać, czy będzie ona naszym przedłużeniem dłoni pozwalającym maksymalnie wykorzystać wszelkie jej walory użytkowe.

Jedyną „wadą" wędek indywidualnie zamawianych jest to, że przed zakupem nie możemy tak jak w sklepie wziąć gotowca do ręki, machnąć na sucho, zobaczyć czy nam „leży" w dłoni czy też nie. Wybór blanku jest czysto teoretyczny, wg parametrów z katalogu.  Tu bardzo ważną kwestią jest zaufanie do osoby, która nam ją wykonuje. Zawsze staram się wyciągnąć od naszych klientów jak najwięcej informacji o tym gdzie, jak, z jakimi przynętami, w jaki sposób ma być używana. To bardzo pomaga w dobraniu odpowiedniego blanku i zaprojektowaniu gotowej wędki.

xrods4.jpg

Czym kierować się przy wyborze kija z pracowni, na co zwrócić szczególną uwagę?

Przede wszystkim musimy wiedzieć czego tak naprawdę chcemy. Często dzwonią do nas klienci, którzy by sobie coś zamówili, ale tak naprawdę nie bardzo wiedzą co i do czego. Albo liczą na „cud", że zrobimy im wędkę do wszystkiego, która będzie najlepsza w każdych warunkach, z każdą przynętą i na każdą rybę. Otóż staramy się robić wędki dopasowane do konkretnych potrzeb, warunków łowienia, przynęt. Nawet jak ma być to uniwersalny kij na zawody, którym będziemy łowić okonie, klenie, sandacze i bolenie. Katalogowe opisy blanków są często dość mylące, wędki z identycznymi parametrami mocy i przynęt są często diametralnie różne, nie możemy im bezgranicznie ufać. Tu przydaje się nasze doświadczenie, tak teoretyczne jak i to znad wody. Często po rozmowie odradzam klientom blanki, które sobie sami wstępnie wybrali, czasem namawiam ich do spróbowania czegoś nowego, np. krótszej czy delikatniejszej wędki niż dotychczas używali. 

W moim przypadku tak właśnie było z długością jednej wędki pstrągowej robionej u Ciebie, i powiem szczerze, że miło się zaskoczyłem. Klienci zazwyczaj wiedzą jakimi parametrami powinien charakteryzować się ich przyszły kij, jak widać czasami potrafisz odradzić i zaproponować inne rozwiązanie, tak jak u mnie. Czy często się z tym spotykasz?

Wszyscy mamy pewne przyzwyczajenia w łowieniu ryb. Często od lat używamy tych samych przynęt, ale też i wędek o podobnych parametrach. Po prostu łowi się nam tak dobrze, więc po co zmieniać. Dlatego czasem namawiam klientów na coś nowego, czasem można odkryć potem, że to co było dobre można zmienić na lepsze - wystarczy być otwartym na zmiany. Widzę to po sobie. Kiedyś łowienie troci zaczynałem od mocnego spinningu 3,30 - bo taki wydawał mi się najlepszy. Potem był 2,75 do 25 gr. i łowienie nabrało innego wymiaru. Później był powrót do mocnego kija o dł. 2,60. Obecnie łowię 2,75 z mocnym dolnikiem lecz o dość miękkiej i dobrze rzucającej szczytówce - taki wydaje mi się teraz idealny. Może w przyszłości znów zmienię go na cos innego… Staram się maksymalnie wczuć się w rolę klienta i nawet, jeśli czasem doradzam mu coś innego niż dotychczas stosował czy miał zamiar zamówić to robię ze szczerej chęci udoskonalenia jego sposobu łowienia i zmiany na lepsze. Wiele sposobów i technik łowienia, które u nas dopiero raczkują są z powodzeniem używane np. w Ameryce przez miliony wędkarzy. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że łowi tam ponad 30 mln osób, z czego zdecydowana większość na spinning i muchę to jest to największy wędkarski poligon świata. Nie zachłystuję się wszystkim co tam wymyślono, nasze krajowe wędkarstwo też ma wiele swoich technik i zasług-a wyrybione wody uczą nas zdecydowanie lepiej- jednak nie lubię wyważania już otwartych drzwi. Raczej nikt mnie nie przekona, że łowienie np. sandaczy z łódki na jigi wędką 3 metrową jest przyjemniejsze i skuteczniejsze niż krótkim, szybkim kijem. Jednak czasem muszę przekonywać kogoś, kto tak łowił przez ostatnie naście lat do zmiany i cieszę się, że czasem mi się to udaje, na ogół ku zadowoleniu klienta.  Podobnie ma się sprawa z wieloma stereotypami zakorzenionymi w naszym wędkarstwie, takimi jak to: że im dłuższy kij tym lepszy na bolenie, że do łowienia w morzu z kutrów kij musi mieć min 2,75 m a krótkim nie da się łowić, o tym że wędki jednoczęściowej nie da się przewieźć w samochodzie klasy kompakt itp. Oczywiście moje sugestie i dobór blanku nie zawsze trafiają w 100% oczekiwań wędkarza. Na kilkaset zrobionych wędek zdarzyło się kilka razy, że wędkarzowi gotowy kij nie odpowiadał z jakichś powodów, lecz jeśli były to moje sugestie - a nie uparty i bezdysusyjny wybór klienta - to robiłem w zamian następną wędkę na miejsce poprzedniej a „starą" przyjmując bez słowa. Po prostu traktuję zamówienie w ciemno jak klasyczne zakupy internetowe, gdzie, jeśli klient zadzwoni i powie, że wędka mu nie odpowiada to bez problemu może ją zwrócić lub wymienić na inną i nic nie ryzykuje.

xrods8.jpg

Jeśli chodzi o poradę przy doborze wędki to niewątpliwie przydaję się tu Twoje doświadczenie jako wędkarza. Łowisz różnymi metodami: na muchę, spinning i casting. Jak godzisz pracę ze swoim hobby?

Niestety coraz trudniej. Faktycznie łowię wszystkimi tymi metodami, łowiąc zarówno na śródlądziu jak i w morzu. Od wielu lat głownie na muchę, ale mieszkając na Pomorzu przekonałem się już wielokrotnie, że fanatyczne stosowanie tylko jednej metody nie ma sensu. Dlatego wróciłem kiedyś po kilku latach przerwy do spinningu i castingu, gdyż każda metoda jest skuteczna w pewnych określonych warunkach. Bo przecież wędkarstwo to nie tylko sztuka dla sztuki, ale przede wszystkim przyjemność z łowienia i holu ryb. Łowienie pstrągów na spinning w małych, zakrzaczonych rzeczkach jest o wiele skuteczniejsze i przyjemniejsze na spinning niż muchę, za to nikt mnie nie namówi na wypad ze spinningiem nad takie rzeki jak San czy Dunajec. Tak samo łowienie castingiem szczupaków czy sandaczy daje mi dużo więcej frajdy niż innymi metodami. Dla mnie wędkarstwo nie jest sportem, jak żadne z zajęć gdzie zadaje się ból czy śmierć innym stworzeniom, takich jak łowiectwo, corrida itp. Nie potrafiłbym łowić na czas, punkty, centymetry…Nie znam chyba nawet wymiarów ochronnych ryb, bo od lat nie były mi one potrzebne, wszystkie i tak odzyskują wolność. Nie startuję w zawodach, nie jeżdżę na ryby w tłumie. Moje wędkarstwo to poszukiwania czegoś mistycznego, atmosfera nad wodą, szum rzeki, gładka tafla wody o zachodzie słońca nad jeziorem, kilku przyjaciół, którzy czują to samo. Czasem potrafię przejść kilka kilometrów nad lipieniową rzeką  i zrobić kilka rzutów do wypatrzonych ryb, na tyle dużych by warto było je złowić. Zauważyłem, że od kilku lat jestem nad wodą bardziej wyluzowany. Nie mam ciśnienia na samo łowienie i złowienie, wystarczy że tam jestem i to już sprawia mi wielką przyjemność. Wędkarstwo łączy się u mnie z chęcią podróżowania, odkrywania nowych miejsc. Łowiłem prawie w całej Polsce i kilku krajach ościennych. Marzy mi się wciąż Nowa Zelandia, Alaska, Syberia… Może kiedyś, jak będzie więcej czasu, trochę wolnych środków finansowych. Byle ryby jeszcze tam były a globalizacja nie zmieniła tych miejsc w zaludnione, zaśmiecone i skomercjalizowane łowiska.

xrods5.jpg

Jakie są plany rozwojowe pracowni XRods, jak widzisz jej przyszłość. Wiem, że kupiłeś łódkę na wyprawy morskie, może zdradzisz więcej szczegółów na ten temat?

Chcemy coraz bardziej poszerzać naszą ofertę blanków i komponentów, staramy się skrócić czas oczekiwania na gotową wędkę. Mimo, że na bieżąco staram się śledzić nowości i tendencje na rynku budowy wędek nie sprowadzamy każdej nowinki. Chcemy oferować rzeczy sprawdzone i trwałe, takie o których z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że są dobre i mogę je polecić. Robimy coraz więcej wędek morskich- ten sposób łowienia od kilku lat rozwija się u nas bardzo dynamicznie. Dlatego też śledząc opinie wędkarzy na forach internetowych i wychodząc naprzeciwko oczekiwaniom kupiliśmy niedawno nową łódź pod wyprawy morskie. Chcemy pokazać, że wędkarstwo morskie to nie tylko łowienie z kutrów czy dużych jednostek zabierających 20 czy 40 osób, że nie jest to tylko łowienie dorszy na ciężkie pilkery. Nasza jednostka to typowa morska łódź wędkarska, niewielka lecz szybka i bezpieczna. Zabierająca na wyprawę max 4-5 wędkarzy, czyli tyle ile może przyjechać razem jednym autem ;) Nie nastawiamy się na komercję i masowe łowienie małych dorszy. Chcemy zaoferować komfortowe łowienie wędkarzom, którzy mają dość tłoku i atmosfery mięsiarstwa panującej na dużych jednostkach. Nasza oferta jest skierowana do osób, dla których będzie liczyła się przyjemność z łowienia a nie ilość filetów w torbie. Morze oferuje wiele możliwości uprawiania wędkarstwa. Wyprawy na morze to wciąż niezbyt popularny u nas trolling, to łowienie na wrakach, łowienie belon a także szczupaków czy sandaczy. O ile na Zatoce Gdańskiej łowienie z małych jednostek staje się coraz bardziej popularne to w zachodniej części naszego wybrzeża to temat dopiero raczkujący. Nasza łódź umożliwi zarówno łowienie dorszy na wrakach czy kamieniskach jak i delikatne łowienie na jigi w płytkich miejscach innych gatunków. Zagwarantuje szybkie przemieszczanie się po morzu jak i wygodę łowienia.  Moje doświadczenia pokazują, że nasz Bałtyk oferuje wędkarzom naprawdę dużo jeszcze niewykorzystanych możliwości. Teraz doposażamy łódź w profesjonalną nawigację, radar i echosondę, uchwyty trollingowe i kilka drobiazgów podnoszących komfort łowienia. Od  marca 2009 roku zapraszam wszystkich którzy  będą chcieli spróbować, oczywiście przewidujemy preferencyjne ceny dla naszych klientów  którzy budują lub budowali u nas wędki. Umożliwimy też każdemu bezpłatne testowanie naszych wędek do łowienia w morzu.

xrods7.jpg

Na koniec chciałem się spytać jak oceniasz naszą stronę?

Macie bardzo ciekawą i profesjonalną stronę, z prostą, czytelną grafiką i ciekawymi tekstami. Zaglądam na nią jak mi czas pozwala, z przyjemnością czytam teksty i komentarze. Do tego świetne zdjęcia - czego chcieć więcej.  Kiedyś często bywałem w Ostrołęce - nawet nie przypuszczałem wówczas, że tak wiele osób stamtąd łowi na muchę czy spinning pstrągi i lipienie - to bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie jestem typowym wędkującym internautą, nie spędzam za wiele czasu przed komputerem, nawet czasem trudno mi znaleźć chwilę na odpisywanie na maile, jednak wasz portal w porównaniu z innymi regionalnymi które miałem okazję widzieć oceniam bardzo pozytywnie. Jeśli ktokolwiek z waszych użytkowników będzie chciał dowiedzieć się czegoś więcej o rodbuildingu czy wybrać coś pod swoje potrzeby to postaram się pomóc czy doradzić w miarę mojej wiedzy i możliwości.

Na koniec chciałem bardzo podziękować za możliwość przybliżenia tego, co robimy w naszej pracowni, jesteście też pierwszymi osobami, które oficjalnie mogły przeczytać o naszych planach na najbliższą przyszłość. Mam nadzieję, że mimo sporej odległości, która nas dzieli uda mi się kiedyś spotkać z Wami na rybach, może przy okazji najbliższego Pucharu Naszych Łowisk. Wodom Cześć!

Daniel, bardzo dziękuję za udzielony wywiad i do zobaczenia nad wodą.

 
Paweł Stypiński
‘Pawel nizinny’
  1. riki,

    Więcej takich wywiadów gratki dla Ciebie Paweł. Pomysł trafiony i człowiek normalny z przyjemnością przeczytałem.
    Pozdrowienia Marek.

  2. Radzio,

    Moje pierwsze wędzisko “na zamówienie” pochodzi właśnie z pracowni XRods. Profesjonalizm, ogromne doświadczenie w temacie budowy wędzisk oraz elastyczność i otwarcie na klienta to atuty powodujące, że moje rodzące się cały czas w głowie pomysły na nowe kije, będą realizowane właśnie w XRods :-)

  3. PikeHunteR,

    Bardzo fajny wywiad. Szczególnie podoba mi się przygoda Daniela z rodbuldingiem “od dziecka” Widać, że zna się na tym co robi. “Od ludzi” też słyszę same pozytywy. Wędki widziałem na zdjęciach i też mi się podobają.

    Nie udało mi się jednak z nim skontaktować, wybrałem wiec inną pracownię. Może w przyszłości czegoś (wędki) zapragnę i może wtedy się uda……..

  4. pafcio,

    Daniela znam osobiście z kilku Zlotów - spoko gościu no i potrafi wyczarować istne CUDA :)

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by dodawać komentarze