Dwa oblicza Biebrzy
W piątkowe popołudnie, odbieram telefon od Rafała i słyszę: Robert , jedziemy nad Biebrzę. Zainteresowany? Odpowiadam twierdząco. Po omówieniu kilku szczegółów pojechałem po licencję. Wyruszyć mieliśmy około godziny 4 rano, więc starałem się jak najszybciej spakować i pójść spać, a jutro udawać wyspanego:)
Następnego dnia o 3.50 czekam już pod blokiem Rafy. Po kilku minutach schodzi inicjator wyprawy i jednocześnie podjeżdża Mariusz Markowski (M_Marko). Ładujemy swoje graty i jedziemy po Marcina Trojanowskiego (trojan). Teraz zostało nam pokonać trasę Łomża - Mocarze. Na miejscu jesteśmy około godziny 5. Jest jeszcze ciemno więc mamy sporo czasu by napompować ponton. Koledzy zdążyli wypić energetyzujące napoje i rozpoczęliśmy desant wodno - lądowy. Płynęliśmy w pół mroku starając się znaleźć drogę na starorzecze.

Mój pierwszy kontakt z przyrodą Biebrzą chyba zostanie mi na długo w pamięci. Piękne starorzecza, do których się ciężko dostać, ogromne trzciny i masa różnej roślinności. Dotarcie do starorzecza na którym mieliśmy łowić nie było łatwe. W końcowej fazie desantu musieliśmy przedzierać się przez wąski kanał otoczeni kilku metrowymi trzcinami. Gdy dotarliśmy na nieznany ląd trojan zdecydował się na bieg orientacyjny, jeśli w ogóle można tak nazwać przedzieranie się przez survivalowy teren, tracąc kontakt słuchowy nie mówiąc już o kontakcie wzrokowym. Już wtedy zaczęliśmy odkrywać działalność tubylców na tych terenach, a mianowicie Marcin znalazł żak. Nie był to jakiś stary porwany żak, lecz był on w bardzo dobrym stanie. Z pewnością służył on komuś do "dbania" o przyrodę. Po krótkim marszu i ponownym przepłynięciu na drugi brzeg znaleźliśmy się w miejscu gdzie mieliśmy rozpocząć łowienie. Było już zupełnie jasno więc bez najmniejszych problemów mogliśmy zmontować zestawy.

Ja i Rafał postanowiliśmy łowić na boczny trok, Mariusz z Marcinem postanowili pochodzić za szczupakiem. Słońce tego dnia przygrzewało z godziny na godzinę, lecz i tak niska temperatura robiła swoje. Nasze wyniki po kilku godzinach były zerowe. Nie pomagała ciągła zmiana przynęt, miejsc i technik prowadzenia. Ryby spławiały się bardzo rzadko. Po obłowieniu starorzecza Rafa w końcu przyciął okonia. Nie był duży, ale przy dzisiejszych wynikach taki okoń to okaz. Kolejne przebyte metry uzasadniały nam nasz brak wyników. Nad jednym z brzegów bezstresowo łowiło sobie trzech „wędkarzy”. Nic by nie było w tym dziwnego, prócz tego że łowili na dziewięć żywcówek i jedną spławikówkę. Na sąsiednim starorzeczu nie widać było najmniejszego świadectwa ryb, a to dzięki autochtonom którzy za pomocą siatek zrobili tam porządek. Zapewne Straż Rybacka mocno patroluje ten teren. Po zorientowaniu się w terenie Mariusz i Marcin postanowili pójść dalej, natomiast ja z Rafałem cofnęliśmy się próbując wytropić okonie, którym udało się uciec przed siatami. Po dłuższym czasie złowiłem niedużego okonia, a Rafał miał na kiju dużego szczupaka. Niestety szanse na to, że go wyholuje na żyłce dwunastce były niewielkie. Jedyne co mogło nas ucieszyć to piękna pogoda. Po około godzinie wrócił Mariusz z Marcinem i również postanowili połowić na boczny trok. Wyniki dalej marne, a na drugim brzegu można obserwować nietypowych "wędkarzy". Byli bez wędek za to mieli wyposażenie które pozwoliło im złowić więcej niż my. Postanowiliśmy zmienić miejsce i połowić przy wlocie. Rafał wbrew sobie połączył się z naturą i tylko dzięki nieprzemakalnemu strojowi wyszedł z kąpieli sucho. W ostatniej fazie łowienia, Mariusz złowił kilka okoni i zaliczył obcinki szczupaków. Niestety czas nie pozwalał na dalszy relaks i musieliśmy wracać. Sprawny powrót zapewnił nam trojan, który w pontonie czuł się jak w kanadyjce.

Nasza wyprawa dobiegła końca. Nie padło dużo ryb i nie mogliśmy cieszyć się dużą ilością brań, ale na pewno każdy z nas był zadowolony. Spędziliśmy miły czas nad wodą w przyjaznej atmosferze i chyba o to nam chodziło.

Podsumowując, każdy z nas mógł doświadczyć dwóch oblicz Biebrzy. Jedno oblicze to totalna dzika natura, znakomite naturalne warunki bytowania ryb, liczne starorzecza i piękna przyroda. Z drugiej zaś strony ogrom kłusowników przeczesane starorzecza, bezrybie i totalny brak ingerencji gospodarza wód w to co się dzieje. Zastanówmy się więc jak powinna wyglądać ta rzeka i któremu obliczu musimy się przeciwstawić.
‘robak’






Kiedyś też łowiłem czasem na starorzeczach Biebrzy.Miejscówki piękne, malownicze, tylo że praktycznie nie było takiej wyprawy, na której nie zachaczyłem o jakąś siatke zastawioną przez miejscowych. Oni się nie czają - w biały dzień potrafią wyciągać te siaty z wody i nie zwarzają na to, czy ich ktoś widzi, czy nie. Aż człowieka szał ogarnia!!!
Mam pytanie - czy te pontony fish hnter są godne uwagi? Mam zamiar coś takiego nabyć, tylko myślałem o modelu 210 lub 250. Byłbym wdzięczny za poradę.
Wyprawa na starorzecza Biebrzy była miłym wspomnieniem wędkarskich przygód z mojej młodości.
Gratki za odwagę robak, aby unieść pióro i opisać swoją wyprawę w tak młodym wieku. Czekam na następne, pełne emocji i prawdziwych doznań opowieści z wędkarskich wypraw.
PS
Co do Fish Huntera - to wydał mi się bardzo solidny i chyba godny polecenia. Mam nadzieję, że właściciel tego pływadła niebawem się też w tym temacie wypowie :)
Gratulacje Robert bardzo ciekawy artykuł, aby tak dalej.
Niestety takich “wędkarzy” można wypatrzeć w każdym rejonie… ostatnio miałem “zasczyt” obejrzeć podobne widowisko na starorzeczu Narwi (okolice Ostrołęki), gdzie dwóch “zawodowców” przeciągało w południe ogromną sieć, uśmiechając się przy tym beztrosko do mnie… uczyniłem więc telefon tam, gdzie powinienem… ale po pół godzinie oczekiwania musiałem się zabierać do domku, nikt nie przyjechał…
fajny artykuł, pozdrawiam :)
Autor artykułu na ostatnim zdjęciu skromnie opuścił głowę:)
Gratuluje Robercie i cieszę się,że uczestniczyłem w tej wyprawie, wiem, że nie ostatniej :)
Jeśli chodzi o ponton, moje wrażenie pozytywne. Czterech postawnych, rosłych mężczyzn płynęło jak wodolotem: leciutko i mięciutko.Duża w tym zasługa Trojana. Prawdziwy Mistrz Wiosła, a przy tym jaki fotogeniczny :)
No Robert, gratki za artykuł,oraz uczestnikom za wyprawę. A co do pytania to chyba większość z nas wiadomo jak odpowie. SIATY WON.
Bardzo fajny artykul Robak, a swoja droga tyle pisane jest na tej stronie o bandytach z siatami, sa wszedzie, moze ktos z wladz w koncu skorzysta z podpowiedzi i dobierze sie im do dup, i nie wahajmy sie przed telefonami alarmowymi w przypadku zaobserwowania tych procederow.