Moimi oczami

moimi2.jpgCzasami zachodzę w głowę czy te moje całe wędkarstwo to nie jest jakieś przekleństwo? Jakiś zły urok rzucony przez starsze pokolenia mojej rodziny, albo jakąś zamierzchłą, niespełnioną miłość, albo kolegów po kiju… niech nigdy nie zazna spokoju….
W chwili obecnej zacierają się we mnie granice zdrowego rozsądku, jeżeli chodzi o moje wędkowanie. W pewnych momentach rozważam pewną formę szaleństwa, albo zastanawiam się nad jakimś błędem, który ktoś popełnił w konstruowaniu mojej duszy. Pojawiają się poważne spięcia między rodziną, pracą, normalną egzystencją, a pasją, hobby, niegroźnym zamiłowaniem do wędki… i rzeki.
Odkrycie mojego przekleństwa nastąpiło całkiem niedawno. Po urodzeniu się mojej córeczki, świat trochę zwolnił, stał się wyraźniejszy. Nabrałem dystansu i dałem sobie trochę czasu, aby przebudować swój świat wartości. Z jeden strony bezwarunkowa miłość do córki, a z drugiej cała esencja mojego zamiłowania do wędkarstwa. Wybranie z tych dwóch ogromnych sił jednej słusznej drogi okazało się niewykonalne. Coś kosztem, czegoś.. Dało mi to do myślenia…

Pasja

Ogólnie rzecz biorą to wszystko jest pod kontrolą. Pasję w życiu trzeba mieć, bo bez tego człowiek nie różni się niczym od szarych cieni, które grzęzną w matni przeludnionych miast. To jest bardzo pozytywne, głębsze i w czasie masowego przejadania wolnego czasu, po prostu zdrowe.
Kiedy mnie dogania głód bycia nad wodą odkrywam w sobie nowe zachowania, odrywam się od ziemi i zagubiony w porannych mgłach znikam nad rzeką. Pozbywam się jak owad przymałej wylinki zbudowanej z telefonów, rozmów, problemów, kłopotów z organizacją czasu. Staję się wolny. Mam wrażenie, że ujmuje mi to lat i nadal jestem chłopcem, który znikał z domu nocą i witał nowy dzień ukryty gdzieś nad Narwią.

moimi1.jpg

Jestem uwolniony od pospolitej rzeczywistości. W kontakcie z rzeką i z wędką w ręku staje się nienagannym fachowcem. Wypełniam swoją osobą brakującą lukę w przestrzeni i na powierzchni tego skrawka ziemi. W oka mgnieniu zmysły stają się prawie nadludzko wyostrzone. Potęga doznań, jaka do mnie dociera nie jest niczym ograniczona. Przelewa się wraz z krajobrazem i nie kończy się za kolejnym zakrętem rzeki. Nie kończy się wcale.
Sama chęć przechytrzenia płochliwych ryb czasami przegrywa z tym, co dzieje się wokół.
Nie jestem w stanie opisać słowami tego, jak wielkie i wręcz pierwotne uczucia budzi we mnie kontakt z przyrodą. Dolina Narwi jawi mi się jako macierz, z której wypełzłem i stałem się jej częścią. Nie ma tu żadnego kłamstwa, żadnej obłudy, żadnej pychy i majestatu wypracowanego przez ludzkie słowa. Czysta, niczym nieskalana prawda. W jaki sposób prosty człowiek jak ja, ma się temu przeciwstawić? W jaki sposób przejść obojętnie i nie tęsknić, nie oddać kawałka siebie? Nie da się!

moimi2.jpg

Kiedy nasycę się całością, brnę dalej. Staję nad brzegiem rzeki i wczuwam się w jej rytm. Widzę jak samotne rapy buszują w warkoczach i niczym bestie rozszarpują lustro wody wykonując wyrok śmierci na wszędobylskiej drobnicy. Widzę oczkujące klenie i jazie, których żerowanie przypomina wiosenny, gruby deszcz. Wiem, że rzeka żyje.
Spinam się w sobie i ruszam, aby złowić, aby przechytrzyć któregoś z mieszkańców tej podwodnej krainy.
Brak widzenia dalej niż podanie przynęty powoduje, że spełniam się w precyzji. Wykonuje rzut, który jest ideałem tylko, dlatego, że wcześniej wykonałem ich z milion, a może i więcej. Nie ma miejsca na pomyłkę. Musztrując ciało godzinami jestem pewien, że posłucha się odurzonego umysłu i jak w zwolnionym tempie wykona to co zostało zaplanowane. Samo prowadzenie przynęty odbywa się naturalnie. Wygląda to na akt pozbawiony finezji, ale tak naprawdę to wędzisko jest przedłużeniem ramienia. Odbiera i przenosi każde drganie i uderzenie ryby w przynętę. Staje się całością, protezą która ma zabójcze właściwości.
Kiedy cykl się dopełni i uda mi się złowić rybę czuję niewyobrażalną satysfakcję a jednocześnie ulgę. Udało się. Adrenalina i ogromna ilość endorfiny, niczym eliksir młodości zalewa ciało i eksploduje. W jednej milisekundzie wykraczam poza granice świadomości i… chyba wtedy to wszystko nabiera jeszcze większego sensu.. Nie wiem czy mnie dobrze zrozumiecie, ale ten moment jest jak sex z piękną kobietą, jak obcowanie z czymś, za czym się tęskni i cierpi, kiedy tego nie ma. Pewnie jacyś mądrzy ludzie w swoich esejach lub rozprawach filozoficznych określili ten stan. Dla mnie to jest to dopełnieniem miłości do rzeki i przyrody.

Poli

Kiedy przyszła na świat, jednym cięciem chirurgicznych nożyc dałem jest milion powodów do tego, aby nigdy nie wyrywała się z kochających objęć jej matki. W tym jednym momencie dałem też sobie szansę, że wykażę się jako ojciec, że wyryję w jej duszy wszystko co dobre i najlepsze we mnie samym.
Choć ma w tej chwili prawie pół roku, jej uśmiech kładzie mnie na łopatki. Jej niewinność i bezradność pcha ją w moje ramiona jak magnes. Nie ma godziny żebym o niej nie myślał i zaglądał na jej zdjęcie ukryte w służbowym komputerze. Tak wiele zmartwień i różnych myśli miota się po moje głowie, tak wiele uczuć, lęków związanych z tak kruchą osóbką.

moimi3.jpg

Moja mała śliczna Poli.
Chyba żaden rodzic nie jest w stanie opisać miłości do dziecka. Może cały ten tekst nie powinien mieć miejsca, bo co tu tak naprawdę porównywać. Nie ma w życiu ważniejszej rzeczy niż miłość do swojej pociechy.
Być może kiedyś jak będzie starsza i przeczyta ten tekst zrozumie, co chciałem przekazać. Być może sama pod moim okiem będzie umiała zobaczyć to, co widzę ja.
Bardzo bym tego pragnął.

Dla Poli Tata Rafał

Rafał Krasucki
‘Rafa’
  1. rafal,

    Brawo. Świetny artykuł, oddaje całe piękno. Po przeczytaniu artykułu i pewnej refleksji, trudno nie uznać, że bycie człowiekiem bez akceptacji otoczającego nas piękna przyrody jest praktycznie trudne do zaakceptowania. Dla mnie Narew to miejsce gdzie odpoczywam świetnie. Tylko woda i przyroda, która zachodzi i otacza ze wszystkich stron. Nie da się uciec od niej, a wędkarstwo jest tego najpiękniejszym dodatkiem.
    Swoją drogą, gratuluje córeczki, niech rośnie zdrowa:)

  2. cheli,

    Gratulacje, naprawde świetnie ujołeś całą prawdę o wędkarstwie, i wszystko co prawdziwy miłosnik tego sportu czuje, a osobiście też miewam podobne rozterki, urodziła mi się cureczka w listopadzie, żona, dom, ale jakos sobie radze i nie zamierzam z najwiekszej przyjemności i wspaniałej formy relaksu rezygnować.
    Pozdro for all :)

  3. spining,

    Gratuluję, super artykuł. Mam podobnie. Od miesiąca mam synka i podobne odczucia co Rafa. Wprawdzie obiecałem żonie, że do końca kwietnia wszystkie weekendy spędzę w domu to już mimo ogromnej miłości do synka mnie ciągnie właśnie nad ukochaną Narew.
    Jednak kiedy go biorę w ręce zapominam o Bożym Świecie.
    Gratuluję jeszcze raz artykułu.
    Pozdrawiam

  4. trojan,

    no no Rafale…
    Mało kto potrafi opisać słowami te emocje.
    Twoje rozterki są naturalne dla większości facetów co potwierdzają komentarze.
    Najważniejsze to dążyć do równowagi we wszystkich działaniach. Nie jest to proste, potrzeba czasu i doświadczeń.

    p.s Pola “rośnie jak na drożdżach”.

  5. M_Marko,

    Miałem nic nie pisać, ale…
    Rafale, po raz kolejny udowadniasz, że jesteś nietuzinkowym wędkarzem i jeszcze bardziej nietuzinkowym człowiekiem. W bardzo piękny sposób pokazujesz, że WĘDKARSTWO to sposób na życie; nie każdy jest do takiego życia przygotowany i nie każdy ma odpowiednie predyspozycje. Ty masz to wszystko i przekazujesz to innym.
    Idę porzucać…bez kotwiczek :)

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by dodawać komentarze