Ryby na końcu świata
Są jeszcze miejsca na Ziemi gdzie można łowić dzikie ryby w otoczeniu nieskazitelnej przyrody. Niewątpliwie jednym z takich miejsc jest płw. Kolski na północnym zachodzie matuszki Rosji. Długi na 550 i szeroki na 400 km. jest jednym z najbardziej uwodnionych kawałków ziemi. Doliczono się tam 110 tys. jezior o powierzchni powyżej 10 ha!!! Jednak to nie jeziora a rzeki stanowią o wędkarskiej atrakcyjności tego rejonu. Tamtejsze rzeki, przeważnie krótkiego biegu są szerokie, niosą dużo wody a co najważniejsze obfitują w szlachetne ryby.

To właśnie ogromne stada dzikich populacji łososia, zwanego tam siomgą, działają jak magnes na wędkarzy całego świata. Na kilka rzek półwyspu Kolskiego można dojechać "zwykłym" terenowym samochodem, ale i tam działa reguła, że gdzie łatwo dojechać, to trudno coś złowić. Prawdziwa wędkarska przygoda czeka dalej, a im dalej od dróg i cywilizacji tym lepiej. Od paru lat ulubionym celem naszych wędkarskich wakacji jest Czawanga - rzeka wschodniej części południowego wybrzeża półwyspu. 2500 km oznacza dwie i pół doby jazdy różnymi środkami transportu. Jedziemy tam busem, później przesiadka na Ułaza z napędem 4×4, dalej przeprawa przez Warzugę (druga, co do wielkości rzeka - zero mostów).

W tym miejscu kończy się zasięg telefonów a siłę rodzinnych więzi weryfikuje dwadzieścia parę złotych za minutę rozmowy. Od Warzugi do naszego wędkarskiego raju tylko 80km. i aż 10 godz. jazdy rozklekotaną ciężarówką i wiezdachodem - monstrum na gąsienicach jedynym pojazdem, zdolnym do pokonania bagien tundry.

Na miejscu stawiamy obóz, który przez 8 dni zastępuje dom. O komforcie życia w trudnych warunkach dalekiej północy decydują sami uczestnicy wyprawy. Aby utrzymać porządek dnia i regularnie jeść dzielimy się na dwuosobowe zespoły dyżurnych - system sprawdzony na wielu wyjazdach. W warunkach bardzo zmiennej, kapryśnej pogody i w towarzystwie milionów komarów i meszek wszystkie czynności wymagają wiele wysiłku. Z tych samych powodów samo wędkowanie, nie jest sielanką. Aha! należy jeszcze zachować czujność i ostrożność, przecież łatwiej spotkać tam niedźwiedzia niż człowieka! Co takiego nas ciągnie w ten mało gościnny zakątek świata? Oczywiście ryby i to nie byle jakie ryby. Tam czeka na nas sam król rzek - łosoś.

Rzeki tego rejonu przez 200 dni w roku skute są lodem, tym samym sezon połowów jest dość krótki. Najlepsze miesiące to czerwiec, lipiec i wrzesień. Wtedy zawsze się coś dzieje, ponieważ z morza do tarlisk ciągną liczne stada agresywnych ryb atakujących konkurentów i wędkarskie przynęty. Dopuszczone są dwie metody łowienia: spinning i mucha, a ich skuteczność zależy od poziomu wody. Przy wysokich stanach muszkarze mają problem z brodzeniem po rzece i spinning wtedy góra, zaś przy niskich malutka muszka na pływającym sznurze jest nie do pobicia. Wielkość łowionych ryb jest w przedziale 2 - 4 kg , ale trafiaj się 6 - 8 kg niespodzianki.

Wielkość ryby nie stanowi o wędkarskich emocjach. Miałem 3-ki, które pokazały mi podkład a trafiła się 5-cio kg "krowa", którą przyholowałem rękoma do końca przekonany, że mam zaczep. Ilość łowionych ryb nijak się ma do wyników na naszych, często tylko z nazwy łososiowych rzekach. Średnio na wędkarza przypada od 3 do 5-ciu ryb dziennie a są tacy, co łowią przez 7 dni 70 ryb! A łosoś to nie jedyna atrakcja tamtejszych rzek. Łowiąc delikatnym sprzętem można się spełnić w łowieniu 50-cio centymetrowych lipieni, jeszcze większych pstrągów i 70cio cm kumży.


W starorzeczach spinningista może liczyć na 70-80cm szczupaki i całkiem spore okonie. Wędkarskie życie urozmaicają masowe ciągi sztucznie introdukowanego pacyficznego łososia - gorbuszy. Ciąg odbywa się w lipcu, co dwa lata i jest tak masowy, że trudno złowić coś innego. Generalnie po siedmiu dniach łowienia wszyscy mają poczucie dobrze spełnionego wędkarskiego obowiązku i chętnie wracają do domu z potężnym bagażem wrażeń, zdjęć i niezłomnym przekonaniem, że jeszcze tam wrócą.






ostro
czad !
Fajnie fajnie, ale gdzie więcej zdjęć ?:)
Cenzura zadziałała i tyle zdjęć zostało. :)
Cenzura czyli ja. :)
Komuna !! :D
"Komuna" - powiedział ten co o komunie tylko na lekcji historii słyszał niewiadomo nawet czy zapamiętał… :D
Ja to przynajmniej jak byłem mały to siedziałem przed telewizorem i wpatrywałem się co wujek Gierek mówił. :)
A Ty robaku to co najwyżej mogłeś Pana z wąsami w kolorowym TV oglądać wołając wujku Lechu, wujku Lechu… i tak mocno wołałeś, że wywołałeś i drugiego wujka. :) Teraz masz tandem wujek Lechu, wujek Jarek (Lechu and Dżarek pa inglisz).Dobra koniec z tą polityka bo zaraz rozbiór Polski zrobi mała wysepka Pikczu Pikczu… :)
To wszystko było nie na temat za co bardzo przepraszam, ale poniosła mnie wyobraźnia i wspomnień czar. :)
dobrze panie władzo ,już się nie odzywam :)