Orzechowo 2009

orzechowo25.jpgW dniach 04-05.04.2009r odbyły się w Orzechowie koło Ustki zawody w łowieniu troci w morzu. Zawody zorganizowali: przedstawiciel firmy Solvkroken - Piotr Meszyński, pracownia XRods - Daniel Tanona i nasz przyjaciel Paweł Stypiński - właściciel hurtowni wędkarskiej SALAR, znany szerzej jako Pawel nizinny. Co tu dużo pisać: samo zaproszenie od Pawła było zaskakujące, jawiące się tak samo ekstremalnie jak egzotycznie. Łowienie troci w morzu z …brzegu brodząc w spodniobutach! Bez chwili zastanowienia, grupa 'Nasze Łowiska' zapisała się na listę zawodników dwa tygodnie przed zawodami co by nam miejsca nikt nie zajął. Nie wspomnę już o spotkaniu zawodników z całej Polski i to jakich zawodników.

Reszta tego, co się wydarzyło w ten niezapomniany weekend to wspaniała, niezapomniana wędkarska opowieść, którą przedstawiamy poniżej.

Wyruszyliśmy wspólnie: Rafa, M_Marko, dariusz_d, OloPe, Pablom i Trojan „autobusem Naszych Łowisk", w prawie 500 km trasę.

orzechowo1.jpg

Z szerokimi uśmiechami na ustach, naładowani „trociową" teorią z wędkarskiej literatury, jechaliśmy aby przeżyć prawdziwą męską przygodę. Samochód Naszych Łowisk był zapakowany po sam dach sprzętem wędkarskim i gadżetami od sponsorów dla uczestników spotkania w Orzechowie.

orzechowo2.jpg

Sama podróż upłynęła nam bardzo miło: rozmowy o rozpoczynającym się sezonie, poczynione nowe zakupy sprzętowe, przynęty na trocie do dalekosiężnych rzutów, tak naprawdę to mogło to potrwać jeszcze dłużej;) Po drodze zatrzymywaliśmy się tylko na wymuszone fizjologią postoje,

orzechowo3.jpg

wymuszone industrializacją korki i wymuszone głodem burczenie w brzuchu (to było najprzyjemniejsze, bo jedzenie w karczmie poleconej przez Ola było doskonałe). Niektóre miejsca napawały nas urokiem i niezapomnianymi widokami (szczególnie te leśne).

orzechowo4.jpg

Na miejsce spotkania w Orzechowie dotarliśmy późnym wieczorem. Po drodze należy wspomnieć o "wdzięcznym" epizodzie z Policją drogową, która przed Słupskiem zatrzymała nasz „autobus". Kunszt prowadzenia rozmów „ekstremalnych" przez kierowcę M_Marko zakończył się upomnieniem (zadecydował „pierwiastek ludzki").

Miejsce pobytu zobaczyliśmy przed samym zmierzchem. Ośrodek wkomponowany w piękny bukowy las robił niesamowite wrażenie. Nastroiło to nas optymistycznie, przynajmniej jeśli chodziło o bazę noclegową. Po rozmowie z organizatorami, pobraliśmy klucze i rozgościliśmy się w naszych pokojach.
Po rozpakowaniu wędkarskich i „innych" bagaży zaczęło się w pokoju Rafy,Trojana i M_Marko robić gwarno i wesoło. Odwiedzili nas nasi nowi i starzy znajomi, a także „kolega po kiju Trojana", jeden z najlepszych i największych ekspertów spinningu w Polsce Marek Szymański.

orzechowo5.jpg

orzechowo6.jpg

orzechowo7.jpg

Do późnych godzin wieczornych trwały rozmowy przy cytrynówce Naszych Łowisk. Niestety musieliśmy wstać rano na nasze pierwsze wędkowanie nad brzegami Bałtyku, więc wskazany był szybki sen i trzeźwa głowa :)

Dzień pierwszy - Ciechocinek + Hawaje

Rano pobudka. Oj było trochę ciężko. M_Marko szybko ubrał się w morski zestaw i wybiegł, następnie Trojan i na końcu Rafa. Później okazało się, że Rafa miał jednak problemy. Zgubił się w kompleksie budynków ośrodka wczasowego i lasu bukowego. Nie mógł znaleźć morza, chociaż nie było mgły.

Relacja Rafy:
„Wstałem razem z chłopakami czyli M_Marko i Trojanem - po chwili zostałem sam w pokoju, a potem na placu przed budynkiem.
- Zostawili mnie, cholera, zostawili mnie… - mówiłem rozłoszczony pod nosem. Za nic w świecie nie mogłem znaleźć ścieżki prowadzącej nad morze. Dzwonię.
- Trojan, gdzie jesteście, jak stąd wyjść? Czemu na mnie nie zaczekaliście? Pytania sypały mi się ja z rękawa. Chyba spanikowałem!
- Spokojnie - usłyszałem w słuchawce - Idź koło kortu!
- Jakiego kortu? Tu wszędzie drzewa! Czemu na mnie nie zaczekaliście? Tu nie ma żadnego kortu! - pytałem nadal.
- Spokojnie już idę - odpowiedział mi Trojan i po chwili pojawił się na małej ścieżce, obok kortu, tuż za drzewami…
Zbyt dużo cytrynówki zaburza orientacje w terenie. Trzeba to zapamiętać - stwierdziłem pod nosem"

Słońce już na dobre rozgościło się nad spokojnym i cichym morzem, kiedy we trzech rozpoczęliśmy wędkowanie. Wszystko wyglądało jak wakacje w Ciechocinku: pełen relaks. Wiele czytaliśmy o trudnych, zmiennych warunkach nad morzem, a tu spokój i cisza.

Pomału pojawili się zawodnicy, którzy sukcesywnie zapełniali brzegi morza.

orzechowo8.jpg

Tu spotkała nas miła niespodzianka - natknęliśmy się na naszych przyjaciół z Olsztyna. Bardzo silną grupę, nie tylko trociową. Kuba, Grzesiek i Michał, bo o nich mowa gościli u nas na zawodach o I Puchar Naszych Łowisk.

orzechowo9.jpg

Wyszło na to, że byliśmy wszyscy razem, tworząc prawdziwą „trociową" drużynę. Atmosferę wśród naszej grupy podgrzały dwie trocie złowione przez Pawła Nizinnego dzień wcześniej.

orzechowo10.jpg

Z racji tego, że przy ujściu rzeki Orzechówki zgromadziło się kilkanaście osób, doszliśmy do wniosku, że ruszymy dalej brzegiem morza. Otwarta przestrzeń, ogrom wody, tak naprawdę to nie mieliśmy nic do stracenia, jedynie długi spacer po lesie i plaży. Dotarliśmy samotnie do miejsca gdzie usypane z kamieni brzegi tworzyły głęboka rynnę. Aby przejść na drugą rewę trzeba było iść przez wodę prawie po same pachy.

orzechowo11.jpg

orzechowo12.jpg

W ruch poszły nasze trociowe przynęty, ciężkie kilkunastogramowe blachy kształtem przypominające małe rybki. Testowaliśmy również otrzymane od sponsora firmy Solvkroken blachy trociowe.

orzechowo13.jpg

Tak naprawdę to swoim ciężarem i przemyślaną budową zostawiały daleko w tyle przynęty rodzimych producentów.

Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu morze przywitało nas bardzo miło. Wokół nas pojawiały się pojedyncze spławy troci, niestety poza zasięgiem naszych rzutów (jedynie Trojan swoim „trociowym" Talonem osiągał niebotyczne odległości). Chwile potem zaliczamy pierwsze brania, ale nie w pełnym morzu lecz w zagłębieniu przy brzegu. Jak się okazało, kunsztem wędkarskim godnym podziwu wykazał się Michał, który dość szybko złowił kilka smoltów. W tej samej chwili posypały się brania u wszystkich. Każdy z nas zaliczył po 2-3 szt małych troci. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że wokół nas, w tym bezmiarze wody udało się złowić i poczuć na wędce bardzo waleczną jak na swoją wielkość morską troć.

orzechowo14.jpg

orzechowo15.jpg
 
orzechowo16.jpg

Nie zabrakło też dość egzotycznych przyłowów jakimi okazał się kur diabeł i dwie flądry.

orzechowo17.jpg

orzechowo18.jpg

Łowienie w morzu to dość monotonne zajęcie, w chwilach odpoczynku napawaliśmy się pięknymi widokami, spożywając schłodzone piwo prosto z Łomży. Nasi koledzy z całej Polski, których przy okazji częstowaliśmy tym wybornym trunkiem jednogłośnie stwierdzili, że: Łomża lubi plażę!

orzechowo19.jpg

orzechowo20.jpg

Zachwycając się pięknem spokojnego morza szybko mijały kolejne godziny łowienia. Tak zatraciliśmy się w naszym pierwszym morskim torciowaniu, że dopiero telefon Pawła przypomniał nam, że czas wracać na obiad.

orzechowo21.jpg

Organizatorzy zadbali o nasze żołądki serwując gorącą grochówkę, spożywaną przez nas nad brzegiem morza, tuż przy ujściu pięknej rzeki Orzechówki. Czego chcieć więcej!?

orzechowo22.jpg

Po szybkim posiłku wróciliśmy na nasze wcześniejsze łowisko. Nasza ekipa tym razem powiększyła się o nowych kolegów. Razem z nami wyruszyli dariusz_d, Pablom, Andrzej i ….Wspólnie, z dużą zawziętością wspólnie obławialiśmy przybrzeżne zagłębiania plaży w Orzechowie.
Na wyniki nie trzeba było długo czekać Andrzej zacina i kończy sukcesem hol 40 cm troci.

orzechowo23.jpg

Powoli zbliżał się wieczór. Morze, tak jak w ciągu dnia, było nadal spokojne. Jakby przygotowane dla nas, na specjalne zamówienie. Zachód słońca wywołał chwile zadumy, była to świetna okazja aby uwiecznić to na zdjęciu i podsumować nasz całodzienny maraton z trociami i innymi mieszkańcami morza Bałtyckiego.

orzechowo24.jpg

orzechowo25.jpg

Wracając do ośrodka byliśmy zmęczeni, ale tak pozytywnie. Nasze rozmowy, które prowadziliśmy idąc po plaży kończyły się lawinami śmiechu, z nas samych, z atmosfery panujące na zawodach. Takie właśnie chwile pozostają w pamięci, ale też na sercu jako wspomnienia pełne ciepła i przyjacielskiej atmosfery.

Po szybkim prysznicu, stawiliśmy się na kolacji. Tu znów organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Serwowane jedzenie było wyborne.

orzechowo26.jpg

Zmęczenie dawało się nam we znaki. Szczególnie Trojan dzielnie walczył z bólem nóg. Po kolacji udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Przed nami był jeszcze jeden dzień pełen wrażeń.

Dzień drugi - Armagedon.

W sumie byliśmy przygotowani na bardzo złe warunki atmosferyczne, ale to co spotkało nas nad ranem przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Morze jest żywiołem, ogromnym i potężnym, a co za tym idzie niszczycielskim.
Razem z chłopakami z Olsztyna ustaliliśmy wieczorem, że ruszamy jeszcze w nocy. Ubiegniemy wszystkich i już bladym świtem będziemy mieli szansę zająć sprawdzone wczoraj miejscówki. Patrząc na tą decyzję teraz, to nie był najlepszy pomysł. W ciągu nocy zaczął wiać silny wiatr, morze szalało nad jeszcze cichą wczoraj plażą w Orzechowie. Noc pod wydmami i wiatr…. świszcący, przeszywający na wskroś. W ciągu kilkunastu minut ewakuujemy się na wydmy, w las, aby uciec przed wiatrem.

orzechowo27.jpg

Próbujemy zasnąć na ziemi, choć jeszcze z godzinę. Przez chwilę padł pomysł aby wracać do ciepłego i przytulnego pokoju hotelowego… EEEE damy radę. Zasnęliśmy, ale nie wszyscy. Kolega Michał cierpliwie spożywał nasze zapasy piwa i robił pamiątkowe zdjęcia kilku wędkarzom, którzy zasnęli lesie nad brzegami morza bałtyckiego.
Pobudka z pół snu nie należała do przyjemnych. Zeszliśmy nad brzeg i naszym oczom ukazał się …. armagedon. Fale sięgały ok. 1 metra, wiatr zrywał czapki z głów, a jedyna myśl jaka nam towarzyszyła to … no nie da się, nie da się łowić w takich warunkach. Wyruszaliśmy z postanowieniem, że nawet jak będzie szalał sztorm na morzu to łowimy, więc słowo się rzekło. Jak jeden mąż stanęliśmy do walki, bo to chyba jedyne trafne określenie na zaistniałą sytuację. Walka była … krótka. Po godzinie łowienia „na fali" został Rafa, Grzesiek i Michał. M_Marko nie dał rady, „padły" zmrożone ręce, ale dzielnie został. Reszta zawodników, którzy gromadnie pojawili się nad morzem równie szybko znikła.

orzechowo28.jpg

Relacja Rafy:
„Próbowałem przejść na druga rewę, tam gdzie stałem wczoraj. Pierwsza fala jaka uderzyła mnie w twarz otrzeźwiła na tyle, że nie brnąłem w zaparte, oby dalej. Chwilę potem poczułem to jeszcze raz, na własnych plecach, odwracając się i unikając uderzenia. Ogromna masa i siła rozbiła się o mnie, wytrącając mnie z równowagi. Płuca odbiły się o żebra… no to pięknie - pomyślałem. W przerwach miedzy jedną, a drugą falą wykonywałem rzuty. Tu nie pomogły nawet najcięższe blachy. Wiatr spychał przynęty w bok… już nic nie dało się zrobić.

orzechowo29.jpg

orzechowo30.jpg

Po 2 godzinach dałem za wygraną. Czy przegrałem walkę z morzem? Nie! Jednak dopiero teraz wiem czego należy się spodziewać."

Niektórym złe warunki pogodowe w niczym nie przeszkadzały by urządzić sobie małą drzemkę nad brzegiem morza.

orzechowo31.jpg

Pomimo wielkiej determinacji z naszej strony Neptun nie okazał się na tyle łaskawy aby pozwolić dać nam choć chwilę wytchnienia w walce z żywiołem. Chcąc niechcąc zakończyliśmy wędkowanie i wróciliśmy do ośrodka. Mieliśmy jednak to satysfakcję, że okazaliśmy się być ekipą pozostającą najdłużej na placu boju.

orzechowo32.jpg

Dzień przeznaczony na wędkowanie z powodu złych warunków, szybko się skończył. Musieliśmy poczekać na oficjalne zakończenie zawodów. W międzyczasie w hotelowym holu zebrała się grupa podobnych nam przegranych. Tu znów nie było końca śmiechów i szyderczych, ale ciepłych komentarzy pod kątem tych, którzy ponieśli klęskę już dzień wcześniej:)

Po szybkim spakowaniu naszych rzeczy dołączyliśmy do grona wszystkich uczestników, aby zakończyć oficjalnie dwudniowe zawody łowienia troci w Orzechowie.
Organizatorzy podziękowali wszystkim i wręczyli nagrody zwycięzcy zawodów.

orzechowo33.jpg

My jako delegatura z 'Naszych Łowisk' i z pięknego miasta Łomża chcieliśmy oficjalnie podziękować organizatorom za tak wspaniałą imprezę. Oddelegowany Rafa wręczył organizatorom drobne upominki ufundowane przez Browar Łomża jak i samo miasto Łomża. Była to miła chwila, która idealnie dopełniła całość imprezy.

orzechowo34.jpg

Wyprawa do Orzechowa była z pewnością niezapomnianą przygodą. Słowo pisane, jak i zdjęcia nie oddadzą pełni atmosfery jaka towarzyszyła samej wyprawie jak i wspólnemu spotkaniu. W tym miejscu powinno się znaleźć podziękowanie dla Pawła, Piotrka i Daniela za tak oryginalny pomysł jak zawody nad brzegami Bałtyku. Nowy sposób łowienia troci, czyli łowienie ich w morzu z brzegu to fascynująca forma spininngu, która zagościła w naszych wędkarskich sercach. Na pewno wrócimy tam późną jesienią, a w przyszłym roku to… hoho.. brzegi Bałtyku będą nasze i…Olsztyna.

Nasuwa się też pewne przemyślenie: my wędkarze czasami mocno przywiązujemy się do sprawdzonych łowisk, technik, ryb. Orzechowo 2009 to dowód na to, że są jeszcze niezbadane łowiska, nowe techniki, a męskiej przygody i wędkarskich wrażeń nigdy nie zabraknie. Tak więc nad morze Panowie, nad morze….

Redakcja 'Nasze Łowiska'

Redakcja portalu pragnie złożyć gorące podziękowania za przekazane gadżety reklamowe dla:

Urząd Miasta Łomża

umlomza.gif

Browar Łomża

browarlomza.gif

  1. OloPe,

    Było super w Orzechowie! Mam nadzieję, że za rok będzie powtórka!

  2. pawel,

    Jeżeli będzie powtórka to dołączę również :), tylu fajnych ludzi w jednym miejscu - to musi być ciekawe.

  3. Pawel nizinny,

    Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim przybyłym na nasze zawody do Orzechowa. Cieszy fakt, że trud poniesiony w przygotowanie imprezy nie poszedł na marne. A przebywanie z przyjaciółmi, powodujące ból brzucha i zmarszczki na twarzy od śmiechu, pogadanki na brzegiem morza i zaciszu pokoju hotelowego przy cytrynce… bezcenne :)

  4. dariusz_d,

    Impreza i atmosfera były wspaniałe, łowienia nie można porównać z innym łowieniem śródlądowym. W przyszłym roku będę z niecierpliwością oczekiwał zaproszenia, oczywiście jeżeli na nie zasłużę ;-)
    PS. Rafa mam wstępną akceptację, wiesz na co ;-)

  5. lesnik28,

    No koledzy świetny artykuł, a wyprawa tylko pozazdrościć.Czemu mnie nie było z wami. Trudno mi uwierzyć, że Mariusz wymiekł z powodu zimna przecież on jest zmiennocieplny.

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by dodawać komentarze