Trzy dni jesieni

trzydni4.jpgCo roku jesień jest dla mnie porą do poszukiwania grubych rap. Od kilku lat o tej porze roku udaje mi się złowić kilka niebrzydkich ryb. Wiadomo nie zawsze i nie wszystkie wyprawy na ryby kończą się sukcesem, jednak trzeba próbować i być wytrwałym w dążeniu do celu.
Z takim właśnie postanowieniem pod koniec września ruszyłem nad wodę. Wybrałem miejsce a w głowie miałem już nakreślony plan. Teraz tylko trzeba było go konsekwentnie realizować.

Dzień pierwszy

Pogoda sprzyjała oddawaniu się mojemu hobby, dlatego około 15 postanowiłem wybrać się nad wodę. Nad rzeką panowała ciepła, przyjemna aura a w około pełno było babiego lata. Nic dodać nic ująć po prostu Polska Złota Jesień.
Łowienie rozpocząłem standardowo od bezsterowców Siudaka. Pomimo, że zlokalizowałem i namierzyłem bolenia, nie chciał zbytnio ze mną współpracować. Przynęty, które mu podawałem wzbudzały jego zainteresowanie, gdyż zaliczyłem dwa wyjścia. Jednak bez brania. Odrobinę zniechęcony brakiem sukcesów postanowiłem zmienić taktykę. Na agrafce ląduje siudakowa Uklejka. Spokojnie obławiam tą przynętą interesujące mnie miejsca. Robię to systematycznie i dość dokładnie, a przynętę staram się tak prowadzić, żeby jak najwierniej imitowała zachowanie podstawowego pokarmu boleni.
Po kilku godzinach łowienia nad wodą panuje już półmrok, nie wracam jeszcze do domu, trzymam się założonego przed wyprawą planu. Bezowocne biczowanie wody jest (bynajmniej dla mnie) troszkę usypiające, skupienie i koncentracja nie są już tak bardzo silne. Taka już wędkarska dola, rzeka uczy pokory i cierpliwości, która czasami jednak zostaje nagrodzona. Tym razem i ja otrzymałem nagrodę… a zarazem karę.
Rzuciłem przynętą jak najdalej w kierunku głównego nurtu i zacząłem ją spokojnie prowadzić. Wobler spływał po łuku delikatnie pracując pod naporem wody. W pewnym momencie czuję na kiju potężne branie. Zacinam i czuję rybę na końcu zestawu. W mojej opinii do najmniejszych to ta ryba na pewno nie należy. Próbuję rybę trochę podprowadzić w swoją stronę, jednocześnie czuję na kiju kontrakcje. Jeden… dwa… trzy… niezwykle silne targnięcia i… luz. Po głowie plączą się różne myśli, a pod nosem człowiek złorzeczy na cały otaczający go świat. Pojawiają się pytania: dlaczego?; co się stało?; co poszło nie tak? Zwijam przynętę i już wszystko jasne… Kotwiczki nie wytrzymały.

trzydni1.jpg

Jeden z grotów jest mocno rozgięty. Widocznie ryba była zahaczona tylko jednym grotem, który pod wpływem dużego naprężenia i siły dynamicznie walczącej dużej ryby został rozgięty. Wielka szkoda, ale to nic trzeba próbować dalej i starać się nie popełniać podobnych błędów.
Po tej przygodzie połowiłem jeszcze trochę z wielkimi nadziejami, że nie była to jedyna ryba w tym rejonie i uda się jeszcze coś przechytrzyć. Nie udało się.

Dzień drugi

Kilka dni później znowu pojawiłem się nad wodą. Tradycyjnie rozpoczynam od bezsterowca. Początki nie są zachęcające. Ryb ani nie widać, ani też nie słychać. Po prostu cisza na wodzie. Mieszam wodę różnymi bezsterami, zmieniam kolory oraz wielkości. Przez pierwsze dwie godziny kompletna klapa. W głowie rozterki, może dać sobie na luz i wracać do domu? Jednak wewnętrzne przeświadczenie podpowiada mi zostań, zostań,…
Miałem jednak nosa. Kilka minut później w końcu przynętę atakuje rapa. Ryba po braniu od razu ucieka w kierunku otwartej wody, jednak dość szybko podprowadzam rybę do brzegu. Tu jeszcze wywija dwa kozły i spokojnie podprowadzam od ręki. Zdobycz jest już moja. Standardowa procedura. Zdjęcie i mierzenie.

trzydni2.jpg

Boleń ma długość 64cm. Może nie jest to okaz na jaki liczyłem ale należy się cieszyć z każdej najmniejszej nawet ryby. Pora wypuścić rybę. Boleń na sam koniec serwuje mi zimny prysznic i szybko odpływa.
Po przejrzeniu zdjęć i kilku chwilach odpoczynku ponownie zacząłem łowić. Bezsterowiec co chwilę pruł wody Narwi próbując zwabić kolejną rybę, jednak bezskutecznie.

Zaczęło się zmierzchać. Okolica prawie opustoszała. Ostatni już wędkarze pośpiesznie pakowali swój sprzęt, aby za chwilę rozpocząć podróż do domu. Zachęcony odniesionym sukcesem postanowiłem zostać i popróbować swoich sił na przełomie dnia z nocą.
Wyboru miejsc, w których będę łowił po zmroku dokonałem już wcześniej. Zdecydowałem się na 2 - 3 stanowiska, które dokładnie obejrzałem jeszcze za widnego. Miejscówki pozwalały komfortowo łowić, jak również bezproblemowo podebrać ewentualną zdobycz. Osobiście uważam, że wybór miejsca jest bardzo ważny szczególnie z punktu widzenia bezpieczeństwa podczas nocnych połowów.

Gwałtowne branie i czuję już na wędce mojego przeciwnika. Ryba robi szybki odjazd i z całej swojej siły próbuje wyswobodzić się z kotwiczek. W duchu sobie powtarzam, tylko spokojnie, tylko spokojnie. Hol w zapadających ciemnościach nie jest łatwy, pozbawiony zmysłu wzorku zachowuję się prawie jak kret. Staram się bacznie obserwować powierzchnię wody w nadziei, że dostrzegę pod lustrem wody jakiś ruch. W końcu widzę to, na co czekałem. W okolicach środka rzeki ryba robi nawrót tuż pod powierzchnią. Nieruchoma do tej pory tafla wody zostaje zaburzona i widać wielki lej.
Już cię widzę. - mamroczę pod nosem. Teraz już wiem gdzie jesteś.
Powoli wybieram żyłkę i staram się podprowadzić rybę bliżej brzegu. Jednak nie jest to jej w smak, gdyż cały czas próbuje uciekać w przeciwnym kierunku. Po kilku chwilach przeciągania liny, ryba powtórnie pokazuję się pod powierzchnią teraz widać tylko grzbiet z podniesioną płetwą. Jestem już w 100% pewny, z kim toczę pojedynek. Boleń. Jest duży, ale nie wiem jednak jak duży… Dystans między nami pomału się kurczy. Już widzę pod powierzchnią mój okaz, w tym momencie utwierdzam się w przekonaniu, że ryba ma ponad 70 cm. Podprowadzam ją pod sam brzeg, luzuję troszkę hamulec i staram się podebrać bolenia. Pomimo dobrze wybranego miejsca do lądowania ryby teraz muszę szczególnie uważać. Jedynym zagrożeniem, jako obecnie dostrzegam jest wystający z wody korzeń. Rybę trzymam jednak w bezpiecznej odległości od tej przeszkody. Pierwsza próba podebrania nieudana, nie dałem rady objąć karku ryby. Myślę Dobrze, że poluzowałem hamulec. Ryba ucieka i wybiera trochę żyłki, jednak jej ucieczka nie jest tak długa jak poprzednie. To znak, że traci siły, tym samym zwiększają się moje szanse na zwycięstwo. Zmieniam ustawienie hamulca i próbuję znowu podprowadzić bolenia do brzegu. Pamiętając wcześniejszą lekcję nim rybę mam na wyciągnięcie ręki powtórnie luzuję hamulec. Dotknięcie i ryba znowu zrywa się do ucieczki. Jest już naprawdę zmęczona. Teraz pełna mobilizacja, trzeba w końcu podebrać bolenia, bo taka zabawa może trwać prawie w nieskończoność i na pewno zbyt długi hol nie wpłynie dobrze na kondycję tej pięknej ryby. Przyświeca mi myśl, że muszę możliwie najszybciej zakończyć ten hol. Udaje się. Tym razem trzymam bolenia dwoma rękami. Dolnik wędki tkwi w woderze, a ja obiema rękami trzymam tą piękną rybę. Wszystko jest super zadowolenie, euforia, itp, itd… Z tym, że jest jeden problem. Nie mogę wykonać ani kroku bo szczytówka wędki niebezpiecznie oparła się o coś twardego. Po krótkiej chwili udaje mi się pokonać wszystkie niedogodności i wędka oraz boleń bezpiecznie lądują obok siebie.

trzydni3.jpg

Cieszę się niezmiernie z tego połowu i jestem pełen podziwu dla tej pięknej i walecznej ryby. Przez moment zamyślam się obserwując swoją zdobycz, jednak na dłuższą zadumę nie ma czasu, gdyż trzeba rybie zwrócić wolność. Szybki pomiar i ostatnie pamiątkowe zdjęcie.

trzydni4.jpg

Kolega samowyzwalacz nie spisał się najlepiej, ale cieszy mnie i takie zdjęcie, gdyż mam pamiątkę na całe życie. Biorę swoją zdobycz delikatnie w ręce i podchodzę do lustra wody. Wkładam rybę do wody i pozwalam jej na chwilę odpoczynku. Boleń szybko odzyskuje wigor i coraz mocniej pręży swoje ciało. Przytrzymuję go jeszcze przez chwilkę… Mocny ruch ogona i ryba odpływa. Wraca tam gdzie jest jej miejsce. Siadam na chwilę na trawie, śmiejąc się sam do siebie. Myślę: - Niezły wynik, 74 cm to już coś.
Czas biegnie nieubłaganie i robi się coraz później. Licząc na fartowny dzień i wiedząc, że szczęście dziś mi dopisuje postanawiam jeszcze trochę połowić.

Przechodzę do kolejnego wybranego miejsca i rozpoczynam łowienie. Starając się prowadzić przynętę jak najwolniej najpierw penetruję okolicę głównego nurtu. Prowadzę woblera dość wolno od czasu do czasu nadając mu dodatkowy ruch szarpnięciem szczytówki. W pewnym momencie, przy brzegu, jakieś 5 metrów ode mnie coś pogoniło drobnicę. Skoro łowienie na dalszym dystansie nie przyniosło efektów czas obłowić okolice niewielkiego spadu znajdującego się w pobliżu brzegu. Konsekwentnie wypuszczam z prądem rzeki woblera, aby następnie poprowadzić go na skraju wypłycenia i głębszej wody. Może jakaś ryba skusi się na małą wieczorną przekąskę.
Przynęta po raz kolejny przechodzi tym samym torem w pobliżu brzegu. Ni stąd ni zowąd czuję branie. Nie jest jednak one tak dynamiczne jak dwa poprzednie, raczej jest to delikatne przytrzymanie. Odruchowo zacinam i czuję, że coś mam. Początkowo wszystko idzie aż nad wyraz płynnie i swobodnie. Ryba jakby nieświadoma płynie w moim kierunku a ja kontroluję tylko napięcie żyłki. W pewnym momencie następuje zmiana taktyki. Ryba robi krótki odskok a na kiju czuję kilka mocnych szarpnięć. Ryba próbuje wytrząchnąć przynętę z pyska. Jednak jej harce są już spóźnione, bo jest już bardzo blisko brzegu. Jeszcze dwa targnięcia pyskiem i mam ją. To sandacz.

trzydni5.jpg

Złowienie sandacza bardzo mnie cieszy, bo niecodziennie mam możliwość obcowania z tą rybą. Może to z powodu mojego braku konsekwencji, może też nie mam umiejętności oraz predyspozycji do połowu mętnookich, może wynika to z niezbyt licznego pogłowia tych ryb. Sam nie wiem. Fakt, faktem dziś mi się udało. Ucieszony takim obrotem sprawy postanawiam jeszcze tylko przez kwadrans połowić, aby nie nadwyrężać szczodrości Narwi.
Na wodzie nic się nie działo. Zapanowała cisza i spokój. Wewnętrzny instynkt łowcy podpowiadał, żeby jeszcze zostać, chociaż 5, 10, …minut. Jednak w końcu uznałem, że jestem w pełni usatysfakcjonowany z dzisiejszego połowu i czas już do domu. Zbliżała się godzina 22, więc porzuciłem marzenia o kolejnym holu wielkiej ryby i ruszyłem w drogę powrotną.

Dzień trzeci

Kolejnego dnia pogoda już nie była tak przyjazna jak przy wcześniejszych wyprawach. Przelotne opady i dość silny momentami wiatr nie zachęcały do wędkarskiej wyprawy. Głód sukcesu zrobił jednak swoje.
Nad wodą pojawiłem się trochę później niż zwykle. Dlatego nie było czasu na eksperymentowanie. Od razu zająłem się obławianiem najlepszych stanowisk. Postanowiłem, że każdą miejscówkę obłowię dwa razy, schodząc pomału w dół rzeki.
Łowienie utrudniał szczególnie wiatr, który nie dość, że nie pozwalał na odległe rzuty to jeszcze robił z żyłki wielki balon. Udało mi się jednak znaleźć miejsce gdzie wiało odrobinę słabiej. Korzystając z ukształtowania terenu schowałem się przed uciążliwym kompanem mojej wędkarskiej eskapady.
Początkowo skoncentrowałem się na łowieniu na niedużym dystansie, następnie zacząłem wypuszczać wobler coraz dalej i dalej. Utrzymując siebie w przekonaniu, że największe ryby zawsze są najdalej od wędkarza powolutku prowadziłem wobler. Co parę metrów pozwalałem przynęcie się zatrzymać i popracować troszkę w nurcie.
Tym razem wobler spłynął naprawdę daleko. Oby tylko nurt go nie zepchnął za bardzo w kierunku brzegu. - pomyślałem. Kiedy wobler minął malutki cypelek przestałem zwijać żyłkę. Omiatana prądem rzeki przynęta przez chwilę poruszała się bezwładnie. Kolejny obrót korbką i jest. Jest branie. Zacinam i od razu wpadam w małą konsternację. Praktycznie nic nie czuję na końcu zestawu. Może to tylko przepływające zielsko zaczepiło o linkę? Nie, nie, nic z tych rzeczy… To ryba czuję ją już doskonale. Po braniu widocznie zaczęła płynąć w moim kierunku i stąd ta początkowa niepewność. Początkowo dość szybki hol zmienia się w prawdziwą walkę. Ryba, zaciekle walczy i stara się uciec z powrotem na głębszą wodę. Parę razy niczym startująca torpeda ryba zrywa się do ucieczki. Kontroluję sytuację, wędka bardzo dobrze amortyzuje każdą rejteradę mojego przeciwnika a kołowrotek od czasu do czasu gra miłe dla ucha „trrrr… trrrr…". Chyba nie doceniłem waleczności tej sztuki, bo hol z początkowo łatwego i szybkiego przybrał zupełnie inny obrót. Po kilku odjazdach na wodzie pojawiają się pierwsze wiry i mam już rybę w zasięgu wzroku. Ładny boleń. Chyba nie jest większy od poprzedniego okazu, ale może… może… Pierwsze podprowadzenie do ręki i ryba czując płytką wodę i piasek pod brzuchem zawraca w kierunku wody. Szybko jednak podprowadzam powtórnie rybę do podebrania. Tym razem wszystko się udało. Pewny chwyt za kark i boleń kapituluje. Mierzę wzrokiem rybę, około 70 cm powinno być. W duszy już się cieszę z kolejnej siedemdziesiątki w tym sezonie. Mierzę rybę i niewielkie rozczarowanie, do 70 cm zabrakło centymetra. Nie ma co narzekać, 69 też brzmi nie najgorzej. Zdjęcie na pamiątkę i…

trzydni6.jpg

trzeba wypuścić rybę. Boleń szybko odpływa a ja znowu zostaje sam pośród ciemności. Po tych kilku chwilach adrenaliny zdaję sobie sprawę, że zaczyna mocniej wiać i wzmaga się deszcz. Dopiero teraz to zauważyłem wcześniej nie miałem o tym zielonego pojęcia. W takich chwilach człowiek po prostu zapomina o całym świecie.
Po godzinie zmagania się z wiatrem, deszczem i usiłując coś złowić mówię pas. Na dziś kończę wędkowanie, jednak w głowie planuję już następną wyprawę na bolenie…

Dla mnie wędkarskie wyprawy to coś wspaniałego. Nad wodę przyjeżdżam po chwilę spokoju, odpoczynku jak również po wędkarskie emocje i zastrzyk adrenaliny. Wszystkie momenty spędzone nad wodą dają wiele satysfakcji, a ich kwintesencją jest branie i hol ryby oraz zdjęcie naszego trofeum. Osobiście chyba najbardziej cieszę się właśnie ze zdjęć z dużymi jesiennymi boleniami.

trzydni7.jpg

trzydni8.jpg


Dariusz Zając
‘Le_Frog’
  1. robak,

    Gratulacje Darek.Jesteś przykładem tego że wytrwałość i konsekwencja przynosi nagrodę,w twoim przypadku nagrodą jest srebrna torpeda.

  2. cheli,

    Świetny artykuł Darku, jak dla mnie jesteś wedkarzem perfekcjonistą i jak widać ta perfekcja przynosi wymierne efekty, gratulacje.

  3. Mariano Italiano,

    Piekne ryby,gratuluje wytrwałosc i dobrego rozpoznania łowiska co przekłada sie na wyniki.Zycze dalszych sukcesów:)

  4. dziki,

    Niezły z z ciebie zając na te bolki. Gratulacje i do boju.

  5. pafcio,

    Darek, super przygoda :-) Tak trzymaj

  6. Le_Frog,

    Dzięki chłopaki za gratulki. :)
    Czasami uda mi się coś złowić, z tego bardzo się cieszę i jestem zadowolony. :)
    Wszystkim, jak i sobie życzę jak najwięcej wyjazdów nad wodę okraszonych pięknymi rybami. :)

  7. kryssstek,

    Gratuluję super rybek :] dzis udalo mi sie upolowac rapke 73 cm na siudaka z tym ze tak sie spieszylem na ryby ze zapomnialem wziasc ze soba aparatu :D ale to nic mam nadzieje ze to nie pierwsza i nie ostatnia taka rapka w moim zyciu :) Nastepnym razem za to ze wrocila spowrotem do wody to wezmie mi jeszcze raz zebym mogl strzelic niezla fotke :D pozdrowka i jeszcze raz gratulacje :]

  8. Le_Frog,

    Brawo kryssstek. Gratuluję ładnego bolka. Tym większe gratulacje, że ryba wróciła do wody. Cieszę się bardzo z tego powodu, bo i ja mam szanse złowić Twojego bolka jak podrośnie. :D
    Życzę dalszych sukcesów w rapowaniu. :)

  9. kryssstek,

    no pewnie , zawsze jakas szansa jest ze go zlapiesz :D , dzisiaj mialem 3 bicia na bezstera ale zadna rapka nie zapiela sie. UCzymy sie na bledach ale musze powiedziec ze strasznie mi sie zaczyna podobac rapowanie , juz jak jade w swoje miejsca to tylko z wobkami na bolka zeby nie korcilo haha :D Z checia bym poganial troszke za kropkowancami no ale odemnie z bialegostoku nie ma takich chetnych , wszyscy za szczupakiem itd. Pozdrawiam :))

  10. Le_Frog,

    Jak chcesz coś więcej się dowiedzieć o kropkach to Pawel nizinny może coś Tobie podpowie. Zna parę osób z Białegostoku co na kropki chorują więc myślę, że z kompanami na wyjazdy pstrągowe nie będzie problemu. :)
    PS. Musisz mieć niezłe miejsca na bolki skoro mino średnio sprzyjającej ostatnio aury masz cały czas wyniki. :)

  11. Pawel nizinny,

    Cześć, w Białymstoku nie ma chętnych ??!!?? Ja sam znam ponad 20 osób co łowią głównie pstrągi z Twojego miasta…
    www.grayling.pl

  12. kryssstek,

    Wiesz Pawle Białystok jest dość spory i jak do tej pory nie spotkalem sie z taka osoba ktora specjalizowala by sie w polowie pstragow.Znajomi z ktorymi jezdze nad wode nie mieli z pstragami doczynienia. Ja lowilem pstragi jakies 3 raz , dwa razy na stawie w gorach i 3 raz nad pewna rzeczka obok jeziora solinskiego.Wiec tak naprawde mozliwosci mam ograniczone a checi ogromne :) pozdrawiam :]

  13. Pawel nizinny,

    Na stronie klubu, który znajdziesz na tej stronie którą podałem, masz samych pstrągarzy. Poszperaj tam może znajdziesz jakąś znajomą twarz. A jak będziesz miał z tym problem daj znać, bo też jestem w tym klubie, i jeżdze na podlaskie pstrągi…
    pozdrawiam

  14. kryssstek,

    Drogi Le_frogu niezłych miejsc na rapki to mam naprawde sporo , wszystkie niedaleko wsi Złotoria jakies niecale 20 km od białegostoku. Mam jedno ulubione na ktorym zawsze cos sie dzieje a jest nim wyplycenie od strony wielkiej skarpy w ktorej latem jaskolki buduja gniazda. Latem jak swieci sloneczko klade sie na skarpie i potrafie tak godzinami wpatrywac sie w zerujace bolki , plywaja czesto stadkami ale z tego co zauwazylem to te mniejsze.Czasami przeplynie taki gigant ponad metr pod samym brzegiem patrolujac swoj teren. Naprawde jestem pelen podziwu dla tych ryb poniewaz z dnia na dzien potrafia mnie niesamowicie zaskoczyc. :)

  15. kryssstek,

    Moglbys podac ta stronke :)) ?

  16. Pawel nizinny,

    www.grayling.pl jest wyżej już podana…

  17. kryssstek,

    hehe nie zauwazylem :) dzieki wielkie :))

  18. kryssstek,

    Juz jutro jade na Sokołde , dzieki Pawle :)))

  19. kryssstek,

    Wyprawe na kropki oceniam na 5/10 gdyz pogoda nie dopisala poniewaz w te sobote padal caly dzien deszcz , ale pogoda nigdy mnie nie zniecheca wiec postanowilem jednak pojechac. Sokołda obdarzyła mnie jednym małym klonkiem na obrtowke nr1, porobilem troche fajnych zdjec lecz niestety bez rybek ktorych w tym dniu nie bylo widac ani slychac. Spotkalem faceta ktory zlapal pieknego potokowca jakies 35+ ktory oczywiscie wyladowal w siatce. Mysle ze brak bran ze strony kropkow byl spowodowany pogoda oraz niewystarczajacymi umiejetnosciami w polowie tych pieknych ryb. Mam nadzieje ze pogoda i rybki nastepnym razem dopisza.Z niecierpliwoscia czekam na nastepny wypad. pozdrówka :)

  20. kryssstek,

    troche sie zdziwilem ze go zabral i wogole mi go pokazal, bo z tego co mi wiadomo jest okres ochronny na pstraga. :o!

  21. Matys,

    Jak dla mnie to trochę dziwne, że świadomie wybrałeś się o tej porze właśnie na pstrąga. Wiedząc, że jest okres ochronny i ryby szykują się do tarła. Świadome łowienie ryb w okresie ochronnym jest przestępstwem. Jeszcze jest etyka……

  22. kryssstek,

    A kto mogl wiedziec ze lowie swiadomie? nikt… Zreszta nigdy nie zabieram ryb do domu tylko zawsze zwracam im wolnosc , jestes wedkarzem i powienines wiedziec czym jest chwilowe napalenie wędkarza. Pozdrawiam i czekam na wnioski :)

  23. Pawel nizinny,

    Cześć, nie powinieneś łowić teraz pstrągów!!! mają tarło!!!
    Musisz znać o okresy ochronne, domniemam że masz kartę wędkarską… To że nie zabierasz ryb nie usprawieliwia Ciebie, z łowienia w tym czasie, jest całkowity zakaz i tyle… Mam nadzieje, że nie będziesz więcej tak postępował, a jak zobaczysz łowiącego jak Ty (niestety) dzwoń na staż rybacką lub policję!!!

  24. dariusz krystosiak,

    Paweł, nie twierdzę że kryssstek tak postępuje ale podam przykłady tylko z tego roku:
    Bug w ok. wsi Podgórze Gazdy ostatni weekend maja,jeden z wędkarzy 2 dni wcześniej złowił suma ponad metr a od początków maja łowi “kijanki” po 30-40cm.My byliśmy na brzegu a on stał na łódce jakieś 20-30m od nas i chyba zdrowiej dla niego że nic nie złowił bo na brzegu mieliśmy czym przetłumaczyć bo ktoś wywiózł gruz.Na tym samym wyjeździe gość mieszkający w najbliższym sąsiedztwie rzeki martwił się że ostatnio nic na spina nie bierze ale w lutym i marcu jak nie szła kra to miał po kilka szczupaków dziennie.
    I nie mam żadnego pomysła jak dotrzeć do takich egzemplarzy?
    Pałą napi…..ać?

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by dodawać komentarze