Jakubowe “brzydale”

brzydal1.jpgPolski rynek woblerów jest bardzo bogaty, sprawia to ogromny kłopot w wyborze tych najlepszych. Producenci prześcigają się w produkcji ich zdaniem jedynych skutecznych przynęt na rynku. Biorąc pod uwagę ubogość naszych łowisk muszą być super skuteczne i „same łowić". Czy jest tak naprawdę, wątpię. Niejednokrotnie w gazetach wędkarskich reklama wymusza na producentach stosowanie iluzji zaciętej, właśnie na tą wyjątkową przynętę, ryby - są tak zaczepione w pysku ryby, że hol ich byłby niemożliwy. Na naszym rynku przynęt spinningowych jest także sporo „rękodzieł", których cena jednak nie zawsze jest adekwatna do ich skuteczności. Ukłon należy im się ze względu na estetykę wykonania, czasami niedoścignioną przez masowych producentów. Realnie rzecz biorąc brakuje na rynku woblerów małych i malusieńkich, które są skuteczne do połowu głównie białorybu. Dochodząc do takiego wniosku zacząłem sam „coś strugać".

brzydal1.jpg

Nigdy nie będę tego żałował, gdyż dało mi to dużo satysfakcji i wszedłem na „kolejny level" kunsztu wędkarskiego. Nie muszę przekonywać iż ryba złowiona na wobler wybrany w sklepie z gamy oferowanych przynęt daje satysfakcję - a złowienie na własnoręcznie stworzonego to wielka frajda.

brzydal2.jpg

Tworzę swe „brzydale" od 2 lat, z różną intensywnością. Za każdym razem uczę się czegoś nowego. Jest to mój pierwszy artykuł, do którego na dodatek zostałem namówiony przez kolegów z owego portalu, na którym nawet nie jestem zalogowany . Jest sesja więc to najlepszy moment aby robić wszystko aby się nie uczyć. Tak więc „wesele czas zacząć".

Materiały, narzędzia

Moja produkcja rozpoczęła się od zakupu metrowej deski balsy. Pierwsze woblery obsadzałem na drucie z migomatu. Odradzam gdyż mosiężna powłoka jest zbyt cienka i rdzewieje drut wewnętrzny, dlatego żywotność przynęty jest krótka i kończy się ułamaniem oczka lub jego przetarciem. Pierwsze stery tworzyłem i obrabiałem z przezroczystych obudów kaset magnetofonowych i płyt Cd - „trzaskały jak lód". Obecnie na rynku nie ma problemu z zakupem poliwęglanu i drutu nierdzewnego w wielu rozmiarach. Balsę tnę brzeszczotem albo wyrzynarką mechaniczną po czym zabieram się do tworzenia korpusów. Mam kilka tzw. "wzorcowych korpusów", do których przypasowuję kształt nowo tworzonego woblera. Rozmiary korpusów są różne od 0,7 cm do 3-3,5 cm, większe także tworzyłem dla osób, które tego chciały.

brzydal3.jpg

Rozmiary moich woblerów w zupełności mi wystarczały przy specyfice mego wędkowania. Z narzędzi które używam oprócz tych, które wymieniłem są szczypce - 2- pary , zapalniczka , solidne nożyczki i … dużo chęci. Przygotowane elementy bazowe wklejam (stelaż i obciążenie) i tworzę „goły" wobler, bez ukształtowanego steru. Dociążać czy nie?? W trakcie procesu tworzenia nadchodzi takie pytanie. Jeżeli nasza specyfika łowienia nie wymaga dalekich rzutów i jest bardziej podobna do spławiania woblera z nurtem wody można pominąć dociążanie. Zamiast wklejania obciążenia można zastosować grubszą a przez to cięższą kotwicę. Balans woblera ograniczany jest wtedy właśnie przez nią. Biorąc pod uwagę to że, balsa jest najlżejszym materiałem, chcąc osiągać dalekie rzuty przynętą musimy korpus dość mocno dociążyć. Tak czy inaczej moje woblery to nie dalekosiężne boleniówki , także nie ma co przesadzać z obciążeniem. Przeginając z wagą woblera tracimy na poprawnej pracy. Dużo zależy od charakteru łowiska, siły uciągu rzeki, jej głębokości, czy płynie w wąwozie czy na otwartej przestrzeni. Te ostatnie dwa elementy dotyczą wpływu wiatru na odległość rzutu przynętą w różnych warunkach pogodowych. Do tego wszystkiego dochodzi się metodą prób i błędów. Swoje woblery tworzę przekrojowo, nie mam jakiegoś wzorca co czyni każdą przynętę w jakimś stopniu inną od pozostałych.

brzydal4.jpg

Ostatnio eksperymentowałem z różnymi rodzajami drewna. Do gustu przypadło mi drewno lipowe, dość łatwe w obróbce i cięższe od balsy. Inne gatunki drewna także się nadają, lecz trzeba włożyć dużo energii w ich obróbkę.

Kształt

Kształt woblerów to już rzecz indywidualna, która wpływa w głównym stopniu na miejsce a raczej zakres miejsc obciążenia (o ile je stosujemy). Tym samym od miejsca obciążenia i jego ilości oraz kształtu woblera zależy kąt ustawienia steru do korpusu oraz wysokość oczka i jego miejsce. Można o tym napisać książkę, jest to rozległy temat, którego wstęp dopiero poznaję. Moje pierwsze woblery które okazały się w dodatku najbardziej skuteczne, mają kształt zbliżony do glapki.

brzydal5.jpg

Są spłaszczone co przy ich rozmiarach ma znaczący wpływ na pracę. Później zacząłem eksperymentować z innymi kształtami i wielkościami co widać na zdjęciach. Jednym kształt musi wpadać w oko, inni nie zważają na to bo liczy się praca i łowność woblera.

brzydal6.jpg

Fakt faktem realia są takie, że przeciętny Pan Kowalski przy wyborze w sklepie kieruje się wyglądem, bo pracę i skuteczność woblera zapewnia mu dalszy ciąg zdarzeń tj. marka zdjęcia i sugestie sprzedającego.

Malowanie

Malowanie to efekt końcowy produkcji moich woblerów. Przed rozpoczęciem tej czynności należy oszlifować korpus jak najdrobniejszym papierem, wtedy baza wraz z lakierem ładnie się rozłoży, tworząc równomierną powierzchnię. Warto dodać, że balsa podczas szlifowania grubszym papierem tworzy tzw. frędzle, może nie widać tego przy większych woblerach, ale na małych jest to widocznego po pomalowaniu. Ze względu na materiał balsa ma jedną niechlubną wadę. Po nałożeniu wszystkich warstw lakieru i przeniesieniu wabików do cieplejszego miejsca w celu szybszego wysuszenia na powierzchni często tworzą się bąble z powietrzem. Nie będę wyjaśniał fizycznie tego procesu gdyż nie takie są me kompetencje. Wszystkie przynęty maluję ręcznie przy pomocy pędzelka. Używam baz metalicznych samochodowych lub baz akrylowych. Jeżeli chodzi o lakiery bezbarwne warto eksperymentować. Ze względów BHP i własnych odradzam malowanie w niewietrzonych pomieszczeniach nawet lakierami do paznokci . Jeżeli ktoś ma możliwości warto pobawić się aerografem. Ja tej przyjemności nie posiadam, gdyż woblery wykonuję w różnych miejscach.

Praca i sprzęt

Praca przynęty jest w pewnym stopniu uzależniona od gatunku ryby którą chcemy złowić i pory roku. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć „z rybami jak z babami" nikt nie wie o co im chodzi. Swoje woblery ustawiam głównie tak, aby było je mocno czuć na kiju szczególnie w momencie pozostawienia ich w nurcie. Każdą przynętę ustawiam indywidualnie , przycinam ster ustawiam oczko przeciągam kilkukrotnie, raz szybciej, raz wolniej. Jest to mozolna praca, nie ukrywam, ale co robić gdy ryby czasem nie biorą na żywe stworzenia z „pudełka bożego".

brzydal7.jpg

brzydal8.jpg

Ważnym elementem ustawiania jest dobranie odpowiedniej kotwiczki i oczka. Zawsze gdy ktoś pyta o rozmiar kotwicy do moich woblerów mówię przy jakim uzbrojeniu ustawiałem. Inne uzbrojenie np. cięższe, może gasić pracę, a lżejsze wynosić przynętę z nurtu, choć nie zawsze tak jest. Wszystko jednak zależy od "duszy woblera".
Przy tak małych wabikach stosuję max. żyłkę 0,16 zdarzało mi się nawet 0,10, ale wtedy musi ona być jakościowo bardzo dobra. Agrafka z jednego kawałka drutu dopełnia całości. Wędzisko o wolnej, parabolicznej akcji, c.w. w granicach 10 gram. Według mnie im dłuższe tym lepsze, ale to indywidualna sprawa każdego wędkarza.

Efekty

Postawą jakichkolwiek efektów wędkarskich jest wiara w to co się robi. Kiedyś przeczytałem w pewnym artykule „najlepszą przynętą jest ulubiona" podzielam to zdanie. Na swoje woblery łowię cały rok, no chyba, że dziadek mróz się rozgniewa co czuć za oknem. O każdej porze roku moim celem są inne gatunki ryb ,chociaż nie będę ukrywał, że najbardziej interesują mnie leuciscusy (klenie), które można łowić cały rok.

brzydal9.jpg
 
Przy mojej zwiększonej determinacji coraz częściej mi się to udaje. Nie będę się rozpisywał w jaki sposób techniczny łowię, ani jakich miejsc szukam w danej porze roku. Pozostawię sobie furtkę do kolejnego artykułu, do którego mam nadzieję, nie będę namawiany ;). Z wędkarskim pozdrowieniem
 
Jakub Podleśny
  1. Rafa,

    No to ja czekam z niecierpliwością na opis jak łowisz na te swoje “brzydale” jazie i klenie szczególnie zimową i wiosenną porą.

  2. dariusz_d,

    Ja też czekam, bo chcę wiosna wypróbować te małe brzydale ;)a nie wiem jak się nimi do końca posługiwać.

  3. lesnik28,

    Darku to są killery wrzucasz do wody i tyle klenie wariują na ich widok. Ciekawy artykuł gratuluję i pozdrawiam.

  4. Jakub Podlesny,

    Jak zdołał i  będę godzien to przekażę wiedzę, którą osiągnąłem drogą empiryczną, w kolejnym artykule.

  5. Robak,

    Gratulacje artykułu i umiejętności w struganiu wobków.
    Kuba nie napisał o tym że na “brzydale” bardzo ładnie można połowić wzdręgi. Ja miałem tą przyjemność.

  6. dariusz krystosiak,

    Taaaaa,a co zrobić jak ktoś jest upośledzony manualnie?

  7. dariusz_d,

    Darek to wtedy nie może być jednocześnie upośledzony finansowo ;-)

  8. dariusz krystosiak,

    No tak,nakupiłem tego dobra większą ilość i nie bardzo wiem po co bo braki czasowe występują.”Prusaki” wyglądają tak że gdyby nie to że kotwiczki wbijają mi się w jamę gębową to sam bym je
    łyknął.Ja jeszcze mam “Dżąsy” sprzed 6 czy 7 lat.A z tego co piszecie to ani Łojewek ani Skroda tak że chyba nie będę używał małych woblerków bo nie mam gdzie a żadne klenio-jazie mnie nie interesują.

  9. Rafa,

    Jakbyś chciał się pozbyć “balastu” to daj znać pogadamy ;)

  10. dariusz krystosiak,

    W sobote padło hasło “PSTRĄG” a że w ub. roku nawet nie próbowałem to chyba się skuszę gdzieś na wisonę wyskoczyć.
    Skrodę i Łojewek odpuszczam,myślałem o Roztoczu ale korci mnie też coś na Warmi lub Mazurach tylko jeszcze nie wiem gdzie tam pstrągi mieszkają.

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by dodawać komentarze