Sport wędkowy
Wędkarstwo jako rodzaj rekreacji najpełniej na ziemiach polskich rozwinął się w zaborze austriackim, gdzie stosunki prawne były najbardziej liberalne, wyższe klasy społeczne bardziej zamożne i mniej uwikłane w walkę z zaborcą o utrzymanie narodowej, językowej i kulturalnej odrębności niż w pozostałych zaborach. Dlatego widok ubranego w ówczesny sportowy strój wędkarza łowiącego ryby, najczęściej łososiowate, nie budził sensacji. Ludność miejscowa również łowiła ryby, ale traktowała to zajęcie wyłącznie utylitarnie, gdyż ryby stanowiły poważne uzupełnienie na ogół jarskiego jadłospisu uboższych mieszkańców. „Sport wędkowy", jak ówcześni mówili, wzorowany był na tradycjach angielskich spopularyzowanych przez ówczesne elity, z których do najbardziej znanych należeli hr. Alfred i Artur Potoccy.
Kiedy w 1879r powstawało w Krakowie Krajowe Towarzystwo Rybackie nikt wówczas nie przypuszczał, że zapoczątkuje to początek powstania ogólnokrajowej „jedynie słusznej" organizacji wędkarskiej. Krajowe Towarzystwo Rybackie zrzeszało wówczas nie tylko wędkarzy lecz również hodowców ryb i zawodowych rybaków. Już w tamtym czasie wędkarze sportsmeni- jak siebie wówczas nazywali- chcieli się odciąć od tych wszystkich, którzy bez pomocy wędki pozyskiwali ryby bez szanowania reguł ustalonych przede wszystkim dla ochrony rybostanu.
Obok tego pierwszego Towarzystwa zaczęły powstawać w innych miastach ówczesnej Galicji na Śląsku, a potem i na terenie zaboru rosyjskiego niezależne od siebie związki i towarzystwa o różnych nazwach, opracowując własne reguły wędkarskie.
To rozdrobnienie ruchu wędkarskiego spowodowane było w dużej mierze niejednolitością statusów prawnych obszarów wodnych na terenie rozdartej przez zaborców Polski. Część rzek i jezior stanowiła także własność prywatną. Dopiero odzyskanie niepodległości i ujednolicenie prawa wodnego, co nastąpiło dopiero w 1932r. ustawą o rybołówstwie, stworzyło warunki do konsolidacji tego ruchu.
W 1935r. powstaje Związek Sportowych Towarzystw Wędkarskich. Natomiast w 1950r. miejsce kilkudziesięciu oddzielnie działających towarzystw powstaje Polski Związek Wędkarski. Spowodowało to napływ do organizacji wędkarskiej całej rzeszy „mięsiarzy" i ludzi niewiele mających wspólnego z estetyką i etyką przedwojennych sportsmenów. Takie postrzeganie wędkarza pozostawało niezmienne przez całe dekady. A wszystko pod szyldem PZW.
Tyle historii, teraz wróćmy do Łomży.
Najbliższym okręgiem PZW dla wędkarzy z naszego miasta był okręg białostocki. W 1977r. Zarząd Koła PZW Łomża liczył 1500 wędkarzy, których liczba systematycznie rosła do 3000 w 1979r. Działające w Łomży koło PZW wszystkie pieniądze ze składek odprowadzało do Zarządu Okręgu PZW w Białymstoku, otrzymując z tego 20% na własną działalność. Zdegustowani tym faktem Łomżyńscy działacze społeczni i wędkarze podjęli próbę powołania samodzielnego okręgu łomżyńskiego. Jak napisano w jednym z artykułów Gazety Współczesnej z lutego 1980r: „ W sumie PZW w grodzie nad Narwią stanowi niebagatelny kapitał społeczny, o którego wykorzystanie warto się pokusić…" Staraniem wielu „zapaleńców" spod znaku PRL , w tym czasie innych nie było, w listopadzie 1980r. Odbył się I-szy Organizacyjny Zjazd Delegatów gdzie wybrano władze okręgu łomżyńskiego.



Szczególnie ostatnie zdjęcie - podziekowania dla Zarządu Okręgu Białystok - jest bardzo wymowne, pokazuje wyższość wędkarskiej Łomży nad "białostockim nadzorcą".
Dzisiaj ten fakt niewielu już pamięta. W chwili obecnej jednak trzeba stwierdzić, że w ówczesnej Polsce był jedynym możliwym krokiem do uzyskania wodnoprawnej i wędkarskiej „niezależności" od Białegostoku.
Zarząd Okręgu PZW Łomża zaczął działania bardzo prężnie: organizowano cykliczne zawody wędkarskie: na zdjęciach zawody na kanale Rostki, zawody w Czarnocinie, Mistrzowstwa Koła Nr.1 i wiele innych.






Odbywały się różnego rodzaju zebrania, które w jaskrawy sposób pokazywały "wędkarski koloryt" lat 80-tych.



Dzisiaj wiele zdjęć, szczególnie z posiedzeń wzbudza śmiech. Ale tak było. Jednak wokół PZW Łomża zawsze była grupa autentycznych pasjonatów zaangażowanych w prace na rzecz naszej Narwi. Dbali i chronili nasze wody niezależnie od dyrektyw władz naczelnych i politycznych przynależności. Za to należą się tym często nieznanym szerzej osobom słowa uznania.
Walka z kłusownictwem była najważniejszym priorytetem działalności Koła Nr. 1. Problem aktualny i dzisiaj.



Organizowano spotkania, na których poruszano tematy związane z ekologią i dbałością o wodę.


Organizowano odłowy kontrolne, w których uczestniczyli wszyscy zrzeszeni i Ci, którzy chcieli pomóc.


Dzisiaj w 2010r. PZW odbierane jest przez bardzo wielu wędkarzy jako organizacja archaiczna, w dalszym ciągu tkwiąca w dawnym PRL-u. Przez całe dziesięciolecia mająca monopol nad zarządzaniem różnymi wodami i nie pozwalająca na wprowadzanie nowoczesnego europejskiego wędkarstwa, przez powoływane na początku lat 90-tych pierwsze niezależne towarzystwa wędkarskie. Nowa wizja wędkarstwa i zarządzania wodami, która wprowadzana jest przez Towarzystwa Wędkarskie zmusiła niektóre Okręgi PZW do zmiany dotychczasowej strategii działania. Jednym z przykładów jest Okręg PZW Nowy Sącz działający na Dunajcu w Krościenku. Niestety Zarząd Główny w Warszawie to ciągle skostniały i niezmienny w czasoprzestrzeni organ naczelny. PZW wyrządziło wiele złego dla polskiego wędkarstwa i dlatego krytycznie podchodzę do władz tej organizacji, a nie członków zrzeszonych pod tym szyldem. Odłowy rzeczne prowadzone przez brygady rybaków zawodowych, traktowanie niektórych gatunków ryb jako „chwast", wymiary i limity ochronne nie mające nic wspólnego z ochroną. Zupełny brak kształtowania postaw etyki i estetyki wędkarskiej. Dużo tego.
Dzisiaj historia zatacza koło i wędkarze ponownie zrzeszają się, tworząc stowarzyszenia, przejmując wody i na nowo kształtują świadomość nowoczesnego wędkarstwa. Coraz częściej, korzyści materialne są stawiane na drugim miejscu. Coraz więcej jest działań opartych na poszanowaniu przyrody, na poszanowaniu tego co nam jako wędkarzom daje najwięcej satysfakcji i w minimalnym stopniu zaburza naturalny rytm przemijania.
Zmuszeni jesteśmy w chwili obecnej pamiętać o tych, którzy przyjdą po nas - o nowoczesnych wędkarzach - sportsmenach!
Materiały archiwalne wykorzystane w artykule pochodzą z pamiętników śp. Pana Izydora Pianko, jednego z założycieli Koła Nr 1.
'M_Marko'








Pod tekstem zaczynającym się pod ostatnim zdjęciem podpisuję się “ręcami i nogami”.Fakt,powstają Towarzystwa czy Kluby tak jakby niezależne od PZW ale z konieczności współpracujące
z nimi.Np.przy kole w Markach jest klub “Dzikun” ale na Mazowszu jest chyba ze względu na działaczy PZW współpraca utrudniona.Wiem że “Dzikun” jest prężnym klubem i starają się działać niezależnie.Towarzystwa na Pomorzu też mają jakieś osiągnięcia.W Waszym rejonie jest takie Towarzystwo w Wiźnie ale np w Łomży gdzie mieszka 20 czy 30x więcej ludzi chyba tylko “NŁ” działają jako strona internetowa.
Inna sprawa że dogadanie się z dzierżawcą wody jest tak jakby niełatwe więc co może Towarzystwo nawet gdyby powstało?nic.
“I w tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało na raz”
Mariusz zapomniał napisać jednej rzeczy, że w 2005 rok dzierżawą naszej Narwi zajęło się Gospodarstwo Rybacko-Rolne „Projekt Rewitalizacji rzek Pisy i Narwi”. Przejęło wody po PZW Łomża i rozpoczęło własną… nie do końca dla mnie zrozumiałą politykę zarządzania i gospodarowania wodą. Od tej pory zaczęła się nowa historia wędkarstwa na naszych wodach. Ciekawi mnie jedno, w jaki sposób opiszą ich działalność młodsze pokolenia, jak wspomną ten obecny czas?
To był dobry rocznik, bardzo dobry rocznik ;-)
Rafał mnie też to ciekawi jak opiszą to co dzieje się teraz następne pokolenia za te -naście lat.