Z Siudakami…
wrzesień 4, 2011
Od lat łowię na woblery zwane „Siudakami" produkowane przez Tomka Siudakiewicza. Przynęty te darzę szczególnym sentymentem, gdyż tak naprawdę moja przygoda z woblerami zaczęła się właśnie od nich. Druga niezmiernie ważną kwestią jest tutaj osoba Tomka. Tomek jest bardzo fajnym i sympatycznym człowiekiem posiadającym ogromną wiedzę na temat konstrukcji przynęt. więcej …

Witam, jak zwykle najwięcej kłopotów mam z rozpoczęciem, więc coś wtrącę o sobie w międzyczasie o przynętach. Wiele rybich smakołyków, których używam związanych jest z pewnymi sytuacjami nad wodą, a większość to po prostu zrządzenia losu… Z tym, że odkąd sięgam pamięcią nie pamiętam wszystkich przynętowych manewrów :).
Czasami miewam pewne przeczucia z rodzaju: coś się zaraz wydarzy. Mam to bardzo rzadko, ale tamtego dnia czułem w sobie rosnący niepokój, takie dręczące napięcie jakbym miał zaraz eksplodować. Wieczorem powiedziałem żonie, że rano jadę na ryby. Skwitowała to wzrokiem pełnym politowania.
Do najbardziej ulubionych gatunków ryb od samego początku mojego spinningowania należą klenie. Wiele lat łowiłem tylko te ryby poświęcając im każdą wolną chwilę. Mając kilkanaście lat w każdy weekend wstawałem na pierwszy autobus, który jechał nad moją ulubioną rzekę płynącą koło Wrocławia - Widawę.
Firma „Microbait" jak większość firm wędkarskich w kraju, swoje istnienie zawdzięcza pasji aktywnego spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu z wędką w ręku. Częściowo jest też dzieckiem przypadku wynikłego ze spotkania się ludzi o podobnych zainteresowaniach.
Łowiąc pstrągi, najczęściej interesujemy się takimi sprawami jak wybór miejsca i porę ich żerowania, na jakie imitacje najlepiej reagują w danym czasie czy intensywnością brań. Rzadko, kiedy zastanawiamy się o najważniejszej roli, jaką mają do wykonania w swoim życiu pstrągi (zresztą podobnie jak każde inne zwierzę).
Kilku miesięczny post w łowieniu pstrągów spowodowany ich okresem ochronnym, powoduje u prawdziwego pstrągarza podwyższone ciśnienie. Im bliżej do początku sezonu tym większy mętlik w głowie. Każdy zastanawia się, czym tu zaskoczyć ryby, by złowić je w naszych prze łowionych wodach…
Wędkarstwo jako rodzaj rekreacji najpełniej na ziemiach polskich rozwinął się w zaborze austriackim, gdzie stosunki prawne były najbardziej liberalne, wyższe klasy społeczne bardziej zamożne i mniej uwikłane w walkę z zaborcą o utrzymanie narodowej, językowej i kulturalnej odrębności niż w pozostałych zaborach.
Polski rynek woblerów jest bardzo bogaty, sprawia to ogromny kłopot w wyborze tych najlepszych. Producenci prześcigają się w produkcji ich zdaniem jedynych skutecznych przynęt na rynku. Biorąc pod uwagę ubogość naszych łowisk muszą być super skuteczne i „same łowić". Czy jest tak naprawdę, wątpię.
Są takie dni, kiedy nie potrafię przestać myśleć o kolejnej wyprawie wędkarskiej. Jak uwierający w bucie kamień, ta myśl dręczy spokojny odpoczynek, kusi i szepce do ucha… jedź na ryby, jedź nad Narew. Ciężko mi jest policzyć ile godzin, ile dni spędzam nad rzeką. Pewnie około 250 wypraw w sezonie, a może i więcej. 



